Armie Średniowiecznej Burgundii 1364-1477 Świat, człowiek i społeczeństwo w doktrynie herezji bogomiłów. Turnieje rycerskie. Życie towarzyskie w XVII w. Rekonstrukcja kałkana. Pasowanie na rycerza.
Armie Średniowiecznej Burgundii
Mylne jest traktowanie armii Księstwa Burgundii jako jednorodnego organizmu i monolitu. Księstwo było nie tylko otoczone przez potencjalnie agresywnych sąsiadów, ale także podzielone na cztery regiony. Chociaż Diukowie Burgundii posiadali koronę, w rzeczywistości jednak podlegli byli zwierzchniej władzy króla Francji na wschodnich ziemiach i Cesarzowi na zachodnich. Godziło to w dumę butnych rodów Burgundzkich. Przed 1471 r. armia Burgundii była rekrutowana z czterech źródeł: szlachty i ich poddanych, żołnierzy stacjonujących w miastach, milicji miejskiej oraz najemników. W armii funkcjonował następujący podział na:
Zwrotność, tak ważna dla każdej armii, uzyskiwana była poprzez wykorzystanie wozów. Olivier de la Marche, pisząc o wyprawie w 1474 r. wymienia 2000 wozów wiozących artylerię i 400 wiozących 2000 namiotów. Może wydać się to przesadą, ale w XV w często wzmiankowano od 500 do 1000 wozów, które towarzyszyły armiom. Transport był zorganizowany dla wszystkiego – od tabliczek złota księcia aż po tuziny skórzanych butów. Nawiązując do wzmianki z 1468 r. do transportu jednej tylko bombardy potrzebne było 24 konie. Poza pikami i mieczami, które były noszone zazwyczaj przy sobie, większość ekwipunku przewożona była w beczkach, bez wątpienia najbardziej rozpowszechnionych „pojemnikach” w tamtym okresie. Każda, czy to po śledziach czy winie, wykorzystana była do transportu zbroi, kusz, amunicji, prochu, siekier, młotków ciesielskich, cięciw. Niektóre wyposażane były nawet w kłódki. Aprowizacja dla armii była pozyskiwana na bieżąco, a żołnierze zobowiązani byli za nią płacić miejscowym. Maszerującej armii towarzyszyli kupcy, którzy wędrując ze swoimi wozami sprzedawali swoje dobra. Żołnierze zwykli często korzystać z okazji i nie przestrzegając rozkazów łupić okoliczne wsie i dobytki, co przyczyniło się do wzrostu nieufności i antagonizmów wśród cywili. Większość zbrojnych gotowała dla siebie, co zamożniejsi brali ze sobą kucharzy wraz z przyrządami do gotowania, naczyniami i namiotami. Pasza dla koni stanowiła spory problem. Często po obrok wysyłano daleko sługi wraz z towarzyszącą im obstawą w postaci zbrojnych.
Chociaż żaden jasny tekst dotyczący opieki medycznej czy szpitali nie dotrwał do obecnych czasów postuluje się istnienie takowych. Dwóch chirurgów było obecnych np. podczas oblężenia Vellexon (1409 r.), a częściowe wzmianki znalezione zostały na listach ówczesnych francuskich armii. Istnieją ilustracje w burgundzkich kronikach, które przedstawiają lekarzy zajmujących się rannymi żołnierzami, a także spis instrumentów i leków potrzebnych lekarzowi w polu.
Najlepiej zorganizowany w armii był aspekt finansowy. Karol Zuchwały (1433 -1477 [1467]) został nawet nazwany ojcem współczesnej biurokracji, chociaż niesłusznie, ponieważ jego poprzednicy byli równie skrupulatni. Źródło zachowane w Dion opisuje każdy detal ekspedycji, od kosztów wytworzenia bombard, aż po liczbę bochenków chleba zjedzonych poprzez oddział, który podróżował, aby dołączyć do trzonu armii. Jest kilka dowodów na poważne opóźnienia w wypłacie żołdu. W takiej sytuacji, aby zapobiec dezercji, zezwalano na plądrowanie zdobytych miast. W 1466 r. podczas zajęcia i splądrowania miasta Dinant zabrano nawet ołów z dachów domów.
Trzon armii burgundzkiej stanowili ciężkozbrojni, na których składali się oprócz głównej arystokracji takiej jak np. książęta i baronowie szlachcice:
Rycerze byli opłacani ze względu na rangę. Chevalier bachelier mógł zostać Chevaliers bannerest w przypadku, kiedy kapitan armii pozytywnie rozstrzygnął jego petycję. Warunkiem było posiadanie od 25 do 50 ciężkozbrojnych pod swoją komendą. Podczas mianowania odcinano ceremonialnie końce proporca pozostawiając kwadratowa bądź prostokątną flagę tzw. Banneret.
Miasta i miasteczka na terytorium Burgundii podlegały, pomimo swoim zazdrośnie bronionym prawom, pewnym feudalnym obyczajom i musiały dostarczać ludzi. Najwięcej piechoty brano z Flandrii, Holandii i Zelandii. Najznamienitsi np. flamandzcy pikinierzy zaciągani byli regularnie. W jednym ze źródeł z 1471 r. opisani byli w następujący sposób: „każdy posiadał saladę, brygantynę, miecz i pikę lub długą lancę ze szczupłym drzewcem i długim ostrym grotem tnącym na trzy strony”. Zasłynęli jednak niesteyt z niewielkiego udział w walkach i częstych niekończących się kłótni o długość służby i żołd. Byli oporni na musztrę i ponoć dwukrotnie uciekli z pola w obliczu nieprzyjaciela. Z czasem miasta na północy przysyłały coraz mniej żołnierzy oddając w zamian pieniądze na wynajęcie innych.
Już przed oficjalnym przejęciem Księstwa Burgundii w 1364 r. pierwszy książę Valois Filip Śmiały (1342-1404 [1364]) zajął się jego obroną. Mianował porucznika i marszałka i nakazał dokonać kompletnego spisu żołnierzy księstewka. Z zapisków jakie pozostały w Dion – stolicy wiemy, że stan wyniósł: 1 Chevalier bannerest, 134 Chevaliers bacheliers, 105 Ecuyers, 19 konnych łuczników, 1 trębacz oraz 1 kowal. Liczba ta – 259 zbrojnych wydaje się niewiarygodnie mała, należy jednak pamiętać, że Burgundia w II poł. XIV w. składała się jedynie z lennego księstwa pod rządami króla Francji, z którego mógł zaciągać zbrojnych – w końcu Dukiem był tu jego syn. Takie skromne początki miała jedna z najsilniejszych, a jeśli nie to na pewno jedna z najbardziej nowoczesnych armii XV w.
Kiedy teść Księcia Filipa, Louise de Maele zmarł w 1384 r. diuk odziedziczył rozległe ziemie takie jak Flandria , Artois, Franche-Comte, Rethel i Salins. Kiedy w tym samym roku Filip ruszył do flandrii miał już przy boku 9 Chevalier bannerest, 76 Chevaliers bacheliers, 216 Ecuyers, 2 konnych łuczników i kontyngent 46 genueńskich kuszników (po raz pierwszy byli to zagraniczni najemnicy). Przez kolejne 20 lat na skutek przemyślanej polityki drugi diuk - Jan Nieustraszony (1371-1419 [1404]) stworzył armię, z którą liczyć musiała się Europa. Armia Jana była określana przez lubiących przesadę kronikarzy średniowiecznych na ponad 30 tysięcy. W rzeczywistości sam Jan nie wystawił w pole więcej niż 10 tys. ludzi. W porównaniu do dwóch poprzednich diuków była to i tak bardzo znacząca liczba. Dopiero czwarty diuk Karol Zuchwały doprowadził do powiększenia armii, w której to większość stanowili najemnicy.
Analizując cztery armie Jan Nieustraszonego możemy dokonać przekroju ze względu na miejsce pochodzenia wojsk. I tak:
Te proporcje w armii zostały zachowane również podczas panowania następców Jana. Odnotować należy, że 1/3 żołnierzy pochodziła z ziem, które leżały poza terytorium Księstwa Burgundii. Pomimo to armie burgundzkie zwykłe były być przewyższane liczebnie przez wojska przeciwników – Francuzów, a nawet Szwajcarów i ich sprzymierzeńców np. pod Nancy w 1477 r. Powszechnym sposobem na zwiększenie liczebności armii było przekonywanie sojuszników do przejścia na swoją stronę, albo przynajmniej do udzielenia wsparcia w żołnierzu, lub wynajmu oddziałów. Chociaż wszyscy diukowie mieli fundusze na najemne oddziały to właśnie Karol Zuchwały doszedł do perfekcji w pozyskiwaniu tych najlepszych. Od 1472 r. zaczął najmować nieporównywalnie większą liczbę najemników z Italii i Anglii, razem z mniejszymi grupami Niemców i Szwajcarów.
Najemnicy włoscy.
Włosi z ich prywatną armią condottieri idealnie pasowali na najemników i cieszyli się wielkim uznaniem Karola Zuchwałego. W 1471 r. napisał do Dożów Weneckich list z prośbą o zezwolenie na wynajęcie emerytowanego Bartollomeo Colleoni, największego condottiere stulecia, który chociaż siedemdziesięcioletni i mieszkający w swoim zamku cieszył się nadal ogromną sławą. Za jego reputacją mówi chociażby fakt, że Włosi pomimo próśb, niekończącej się korespondencji i wielkich sum pieniędzy nie zgodzili się oddać Bartolomeo, bojąc się, że jego nieobecność może spowodować atak Księcia Milanu. Jednakowoż w 1472 i 1473 r. Karolowi udało się nająć przynajmniej trzech innych słynnych włoskich condottieri m. in. Nicola de Monforte czy hrabiego Campobasso, który miał go ponoć okrutnie zdradzić cztery lata później w bitwie pod Nancy. Trzej Włosi zabrali ze sobą 650 konnych, 500 piechoty i 500 konnych kuszników zakontraktowanych na trzyletnią służbę. W kolejnych latach coraz więcej najemników zatrudnianych było w armii Burgundii. Pod koniec panowania Karola stanowili oni większość (w tym kapitan armii).
Najemnicy angielscy.
Od momentu, kiedy angielscy i walijscy łucznicy dowiedli swojej przydatności w wojnie stuletniej przeciwko Francji stali się bardzo poszukiwani jako najemnicy. Książe Burgundii, który ze względu na handel wełną zawsze utrzymywał dobre stosunki z Anglią, często przed 1472 r. wykorzystywał niewielkie oddziały łuczników. W tym to właśnie roku król Edward IV wysłał Karolowi Zuchwałemu 11 ciężkozbrojnych, 27 konnych kuszników i 16 łuczników pieszych. Następnie 200 kolejnych, którzy pokazali swe umiejętności podczas oblężenia Nijmegen w 1473 r. W 1474 r. Edward wysyła kolejnych 13 ciężkozbrojnych i 1000 łuczników, którzy walczą dzielnie w bitwie pod Neuss z wojskami Cesarza. Sir John Middleton zostaje kapitanem angielskich najemników w armii Karola, a w siedzibie księcia od tej pory stacjonuje 680 konnych angielskich łuczników. W ostatniej bitwie pod Nancy w 1477 r., która zakończyła się największą klęską, Karol wystawił 1000 angielskich i walijskich łuczników. Większość została zmasakrowana przez Szwajcarów. Kilku, którzy przetrwali zabrali swoich ludzi do Anglii ( John Turnbull ze swoich 96 ludzi przyprowadził tylko 34).
Najemnicy niemieccy i szwajcarscy.
Najemnicy ci byli wykorzystywani na mniejszą skalę. Najemnikami niemieckimi nazywano wszystkich pochodzących z terytorium Cesarstwa, natomiast szwajcarskimi tych, którzy zamieszkiwali kantony szwajcarskie. Sami uważali się najprawdopodobniej za Niemców. Szwajcarzy ugruntowali swoją pozycję najlepszej piechoty już w XIV w., kiedy to pokonali o wiele silniejszą armię Habsburgów. Doskonałość w operowaniu halabardami i przebiegłą taktykę, przewyższała jednie ich niezwykła odwaga w szyku oraz zamiłowanie do walki. Do XV w. rozwinęli tzw. falangę pik, lub inaczej kwadrat, który był niemożliwy do rozbicia i spenetrowania przez kawalerię. Wprowadzili po raz pierwszy do kanonu taktyki wojennej mobilną i ważną siłę, jaką okazała się być piechota. W 1444 r. w bitwie pod Montlhery, gdzie wzięli udział w liczbie 500 lub 600, stawili wraz z Burgundczykami czoła młodemu królowi Francji Ludwikowi. Pomimo klęski wywarli na nim niezapomniane wrażenie. Od tamtej pory następcy Ludwika starali się utrzymywać ze Szwajcarami korzystne stosunki i wynajmowali ich podczas większości bitew w XVI w. Niemieccy i szwajcarscy najemnicy bardzo rzadko brali jeńców, masakrując i dobijając zarówno żołnierzy jak i arystokrację czy szlachtę. Miało to bardzo duży wpływ na powolny i nieuchronny upadek kultury rycerskiej w Europie.
Stała armia Karola Zuchwałego.
Rekrutowanie do armii było trudne i niezwykle powolne. W 1467 r. zajęło ponad dwa miesiące, aby zebrać wojsko do kampanii na ziemie Liege. Żołnierze często zjawiali się zbyt późno, czasem nawet po zakończeniu bitwy. Jedynym rozwiązaniem było finansowanie stałej armii. Po kampanii Karol Zuchwały zebrał swoich dowódców i zwrócił się do nich z zapytaniem, czy ktoś z nich i ich ludzi nie chciałby pozostać na żołdzie księcia. Ci, którzy wyrazili zgodę zostali zgromadzeni w garnizonach w Liege i Maastricht otrzymując żołd z góry za dwa tygodnie służby. W styczniu 1471 r. wybucha wojna w Pikardii i choć już w marcu zawarto rozejm Karol Zuchwały nadal zbiera ludzi do garnizonu. W kwietniu ogłasza nabór 1250 kopii, a każdy żołnierz, łucznik czy zbrojny, który chce iść do niego na służbę ma się wstawić nieopodal miasta Arras w Artois 15 maja, razem z całym swoim ekwipunkiem i bronią. 20 maja diuk wyraził chęć wzmocnienia swoich oddziałów poprzez najęcie 1200 kuszników, 1250 strzelców (prochowych) oraz 1250 pikinierów, którzy mieli się wstawić w pełnym uzbrojeniu 15 czerwca. 29 czerwca Karol Zuchwały udaje się do Dion i oznajmia, że każdy zbrojny, łucznik, kusznik, strzelec czarno-prochowy czy pikinier chcący się zaciągnąć powinien zjawić się 2 sierpnia uzbrojony i uposażony. Zarządzenie z Abbeville z 31 lipca 1471 r. było początkiem nowego sposobu zbierania armii, tak różnego od niedoskonałego naboru feudalnego. W tym też roku diuk przeorganizował obsady zamków. W 1474 r. uzbroił i wystawił ze swego zamku 40 ciężkozbrojnych rycerzy i osobistą ochronę w postaci 126 łuczników i 126 zbrojnych. W dwa lata później obsada liczyła już 400 piechoty i 100 doskonałych angielskich konnych łuczników. W wigilię bitwy pod Morrat żołnierzy jedynie zamkowego garnizonu było 2000. Niewątpliwie sposób reorganizacji armii wprowadzony przez Karola Zuchwałego miał swoje konsekwencje w kolejnych wiekach. Już od 1468 r. wprowadził wiele zarządzeń, które dotyczyły przede wszystkim dyscypliny i ekwipunku. Najważniejsze reformy przypadają na lata 1471 – 1473. Są one wiarygodnym obrazem życia i organizacji obozu wojskowego w późnym średniowieczu, dotyczą m.in. kwestii: żołdu i opłat, naboru, stroju, ekwipunku, musztry, inspekcji, sztandarów i oznaczeń a także kary. Wiele z postulatów Karola znajduje się do dzisiaj w książkach tyczących współczesnej wojskowości. Aby zrozumieć i wyobrazić sobie życie w obozie burgundzkim należałoby się przyjrzeć tym oto zarządzeniom.
1. Zarządzenie z Abbeville 31 lipiec 1471.
Zarządzenie to dotyczy 1250 kopii. Niektórzy spierają się, iż nazwa kopia miała charakter jedynie administracyjny. Istnieją jednak przesłanki na to, że ma ono też znaczenie taktyczne. W zarządzeniu z Abbeville na kopie składali się: rycerz razem z konnym giermkiem i zbrojnym przybocznym (coustillier), 3 konnych łuczników, 1 kusznik, 1 pikinier, 1 strzelec (handguner) – piesi. Daje to więc dla 1250 kopii około 10 000 ludzi (giermek nie walczył), podzielonych na 12 kompanii. Znika tu podział na Chevalier bannerest, Chevaliers bacheliers i Ecuyers. Armia staje się profesjonalna, na żołd nie ma wpływu pochodzenie czy status społeczny zbrojnego. W zarządzeniu opisano wymagany ekwipunek rycerza. Powinien mieć on: pełną zbroję płytową, trzy konie ( w tym po jednym dla giermka i zbrojnego), siodło bojowe i naczółek koński przyozdobiony podobnie jak hełm biało-niebieskimi labrami. Powinien mieć również krzyż Św. Andrzeja, aksamitny przytwierdzony do kirysu. Łucznicy powinni posiadać: min 30 strzał, łuk, miecz długi i sztylet. Zbrojny zaś: miecz, sztylet i włócznię. Zarówno on, jak i łucznicy powinni posiadać biało-niebieski jack z czerwonym krzyżem Św. Andrzeja.
Jak wspomniałem armia podzielona była na 12 kompanii, po 100 kopii - każda dowodzona przez conducteur-a. Jest to słowo nawiązujące do włoskiego słowa condottiere, widać, więc jak dalece posunęła się fascynacja Karola Italią. Słowo to oznaczało ni mniej ni więcej kapitana.Sto kopii podzielono na dziesiątki. Każdą z 10 kopii zajmował się disenier. Dziesiątki kopii podzielono nierówno na 6 kopii pod wodzą diseniera i 4 kopie pod komendą chef de chambre. Każdy chef de chambre był podległy diesenierowi, ten conducteurowi, a on głównodowodzącemu. Każdej dziesiątce kopii przysługiwał kleryk, trębacz i najprawdopodobniej chirurg-lekarz. Żołd wynosił:
| Conducteur | 100 franków |
| Disenier | 24 franki |
| Chef de chambre | ? |
| Rycerz | 15 franków |
| Konny łucznik | 5 franków |
| Strzelec (broń palna) | 4 franki |
| Kusznik | 4 franki |
| Pikinier | 2 patar |
Żołd wydawano raz na kwartał podczas inspekcji. Zdarzało się jednak i tak, że był on wypłacany 3-4 razy w miesiącu. Nie oznaczało to braku pieniędzy w skarbcu, ale miało utrzymywać ewentualnych dezerterów do następnej wypłaty.
2. Zarządzenie z Bohain en Vermandois: 13 listopad 1472.
Dokonano nieznacznej redukcji wojska. Pozostało 1200 rycerzy wraz z towarzyszącymi każdemu zbrojnym i giermkiem, 3000 konnych łuczników, 600 konnych kuszników, 2000 pikinierów, 1000 pieszych łuczników i 600 strzelców (broń palna). Skład kopii mógł się trochę zmienić, ale organizacja i hierarchia, a także zapłata za służbę pozostawała niezmienna. Wyjątek stanowili pikinierzy, którym zaczęto płacić 4 franki, tak jak kusznikom i strzelcom (handguner). Ordynacja Karola wyjaśnia jak ma być wyposażony strzelec czarnoprochowy. Powinien posiadać kolczugę z rękawami, podbródek ochraniający szyje i kark (płytowy lub kolczy), saladę i napierśnik. Poza bronią palną powinien mieć sztylet i miecz jednoręczny. Łucznik powinien posiadać: brygantynę na przeszywanicy, zbrojniki na rękach, podbródek i saladę, ostry sztylet, ołowiany młotek (najprawdopodobniej do wbijania kołków), łuk i wiszącą na nim cięciwę. Pikinier powinien mieć: przeszywanicę z rękawami, wzmocnioną naręczakami, lub przezbrojeniami oraz napierśnik. Jego prawa ręka powinna posiadać dodatkowe osłony, a lewą powinien chronić puklerz. Ponieważ potrzebne mu są obie ręce tarcza-puklerz może być przywiązana do ramienia.
3. Zarządzenie z St. Maximin de Treves – październik 1473.
To zarządzenie wprowadza najwięcej zmian i jest najbardziej kompletne. Zawiera wytyczne do całkowitej reorganizacji (w stylu włoskim) struktury armii. Zrezygnowano z podziału kopii na dziesiątki zarządzane przez diseniera na rzecz 4 oddziałów składających się z 25 kopii każdy, dowodzone przez chef de chambre. Skład kopii pozostał niezmieniony. Rozporządzenie wyjaśnia również, jaka jest droga awansu na Conducteur-a, który mianuje następnie chefs d’escadre. Chef de chambre musi zameldować przełożonemu conducteur-owi o stanie żołnierzy i sporządzić listę żołnierzy z adresami. Chefs d’escadre musi sporządzić listę dla 25 kopii w kwarcie, także dla Conducteura, a ten jedną kopię przekazać księciu, jeśli jest obecny podczas kampanii, zaś drugą powinien trzymać w bezpiecznym miejscu. Rozporządzenie sugeruje, aby trzymał ją w kapeluszu lub czapce.
Zakoszarowanie odbywało się w następujący sposób. Żołnierze czekali pod miastem, kiedy przedstawiciel z każdego z 4 szwadronów z eskortą 3 łuczników każdy udawali się do miasta, aby uzgodnić miejsce i warunki postoju. Żołnierzom nie wolno było opuszczać oddziałów i zajmować innymi sprawami poza tymi, które im zlecono. Wszelkie pretensje należało zgłaszać do conducteur-a. Jeżeli wojsko zostawało na dłużej w mieście, żołnierze mogli wybierać czy wolą stacjonować indywidualnie w domach mieszkańców, czy też grupowo w przystosowanych do tego celów budynkach. Zarządzenie składa duży nacisk na dyscyplinę. Conducteurs i chefs d’escadre musieli zapewnić dobre stosunki pomiędzy żołnierzami a mieszkańcami. Powoływany został urząd komisarza, którego zadaniem było notowanie jakichkolwiek skarg cywili. Jeżeli dochodziło do zniszczenia lub utraty mienia, pieniądze były odprowadzane z następnego żołdu żołnierza. Wcześniejsze zapiski i rozkazy armii francuskiej mówią o karach, jakie przyznawane były dla dowódców, którzy umieszczali żołnierzy w kwaterach. Brali oni często łapówki od mieszkańców, którzy chcieli, aby ich domostwo było ominięte podczas kwaterowania. Zdarzały się również przypadki, kiedy mieszkańcy specjalnie niszczyli kwatery np. poprzez rozbijanie mebli, aby wdawały się na niezdatne do zamieszkania). Zwyczajem było wysyłanie gospodarza po zakup wina na jego koszt. Pożywienie było kupowane przez wojsko po rynkowych cenach. Miasto miało zapewnić jedynie przyrządy kuchenne i naczynia oraz łóżka do spania.
Dzień wymarszu był trąbiony trzykrotnie o poranku. Po pierwszym sygnale każdy musiał spakować swoje bagaże. Po drugim wojsko powinno sformować się w kopie i szwadrony, a po ostatnim odnaleźć i ustawić się na swoim miejscu. Conducteur każdej z kompanii (kwarty) powinien się odznaczać barwami. Każdy chef d’escadre musiał nieść róg z symbolem swojego conduteur-a i oznaczony odpowiednio c, cc, ccc, cccc dla odpowiedniego szwadronu. Każdy chef de chambre powinien mieć proporczyk na saladzie z numerem i insygniami kwarty i oddziału (chambre) np: CCC/iii – trzeci chambre szwadronu trzeciego. Podczas marszu każdy z żołnierzy powinien pilnować swojego chambre. Każdy, kto tego nie robił i oddalał się od oddziału, aby coś ukraść lub złupić, był karany obcięciem żołdu podczas pokoju, zaś w czasie wojny utratą części ekwipunku lub zbroi. Jeżeli miało to miejsce na terenie nieprzyjaciela niesubordynację karano śmiercią. Kiedy następowała dezercja, do miejsca zamieszkania zbiega wysyłani byli żołnierze, którzy oczekiwali na niego aby go aresztować. Wojsko powinno maszerować dwa dni pod rząd, dziennie przynajmniej po 5 staj (20 km). Jeżeli zajdzie potrzeba może odpocząć na trzeci, ale tylko wtedy, gdy zajdzie taka konieczność. Wszyscy, którzy chcieli uzyskać przepustkę musieli zwrócić się z podaniem do przełożonego, wyjaśniając przyczynę i czas planowanej nieobecności. Jeżeli wniosek wydawał się być prawdopodobny przełożony – rycerz przekazywał go do podpisu dowódcy – conducteur-owi, ten następnie do chef d’ escdre po kolejny podpis. Następnie podanie wędrowało do chef de chambre, który po podpisaniu oddawał go rycerzowi do podpisania. Przepustka wracała następnie do wnioskodawcy. W czasach pokoju nie więcej niż 5 rycerzy i 15 innych żołnierzy mogło brać przepustkę. W czasie wojny liczby te redukowano odpowiednio do 2 rycerzy i 6 żołnierzy. Aby zapobiegać dezercji rycerz musiał zostawić swoje najlepsze konie w armii, a żołnierz swoją zbroję i ekwipunek. Jeżeli żołnierz przebywał na przepustce dłużej niż ustalono odbijało się to na jego żołdzie. Aby zapobiec sprzeczkom przy podziałach łupów ustalono, że: 5% łupu otrzymuje conducteur, 2,5% łupu otrzymują chefs d’escadre , chef de chambre zaś 25% wartości, ale tylko, jeśli był obecny w momencie zdobycia łupu. Inspekcje odbywały się raz na trzy miesiące. Częste przypadki pożyczania lub wymiany uzbrojenia były karane poprzez konkwiskatę podejrzanego przedmiotu. Przy każdej inspekcji wydzielano żołd. W czasie przestojów, jeśli tylko był na to czas, conducteur, chefs d’escadre i chef de chambre zabierali ze sobą swoich żołnierzy w zbroi lub bez na manewry. Ćwiczono szarże, odwroty i komendy. Łucznicy wprawiali się w strzelaniu na komendę i przemieszczaniu, pikinierzy ćwiczyli szyk i przyklęk na komendę, aby dać pole do ostrzału stojącym za nimi łucznikom. Drzewcówka musiała ćwiczyć dystans, by być na tyle blisko przeciwnika, aby móc zaszarżować w momencie jego odwrotu. Łucznicy trenowali także walkę w tłoku, starając się manewrować zawsze w taki sposób, aby pikinierzy odgradzali ich od szarżującego wrogiego wojska. Zarządzenie mówi również o zakazie bluźnienia oraz maksymalnej liczbie kobiet przypadających na oddział (około 30). Żaden z żołnierzy nie powinien być ponadto z nimi związany. Liczba ta była oczywiście rzadko przestrzegana. Za przykład może posłużyć szwajcarska kronika mówiąca o złupieni obozu Karola Zuchwałego po bitwie pod Grandson w 1476 r., w którym znaleziono około 2000 kobiet (na 11 000 armię).
W rozporządzeniu podano dokładny opis ekwipunku: Rycerz powinien posiadać: zbroję płytową i spódniczkę kolczą, barbutę, saladę albo armet ozdobiony labrami. Powinien mieć lekką kopię, ostry nóż zawieszony po lewej stronie siodła oraz maczugę w prawej ręce. Jeden z trzech rycerza koni powinien mieć osłony ( m. in. naczółek), a dwa pozostałe dla giermka i zbrojnego coustillier-a powinny być warte co najmniej 20 i 30 ecus. Zbrojny powinien mieć na sobie brygantynę, albo corselet (przeszywanice?) w niemieckim stylu, podbródek (kolczy lub płytowy), spodenki kolcze, karwasze i rękawice płytowe. Powinien posiadać podobnie jak rycerz lekką kopię, umożliwiającą szarże. Częste wyposażanie zbrojnego w kopię dawało złudzenie na polu, iż armia posiada więcej rycerzy niż w rzeczywistości – z dużej odległości nie było widać różnic w uzbrojeniu. Dodatkowo zbrojny powinien mieć dobry miecz i ostry długi sztylet, dwustronnie zaostrzony. Konny łucznik powinien mieć konia wartego co najmniej 6 franków, saladę bez zasłony, podbródek, brygantynę lub koszulkę kolczą bez rękawów pod 10 warstwowym jackiem. Powinien posiadać dobry miecz długi oraz obustronnie zaostrzony sztylet. Jego dublet nie powinien posiadać bufek, a ramiona powinny być tak przezbrojone, aby nie przeszkadzały mu w strzelaniu. Buty do kolan, powinny mieć niewielkie ostrogi i płaskie czuby, aby łucznik mógł swobodnie chodzić. Konny kusznik podobnie powinien mieć brygantynę lub corselet, lekkie przezbrojenie na ramionach, podbródek, saladę i podobne jak konny łucznik ostrogi. Jego koń powinien być warty nie mniej niż 10 ecus.
Artyleria.
Słowo artyleria oznaczało nie tylko działa i broń czarnoprochową, ale również balisty, trebusze i katapulty używane podczas oblężeń. Pierwsze wzmianki o broni palnej w Europie pochodzą z początku wieku XIV, zaś prochu po raz pierwszy użyto około 1320 r. Broń czarnoprochowa była zatem nowością kiedy Filip Śmiały otrzymał księstwo w Burgundii w 1364 r. Posiadało już wtedy deux quanons gitter garroz (dwa działa strzelające bełtami). Strzały były używane jako pociski w działach do XVI w. Podczas oblężenia jednego z miast w Burgundii w 1368 r. na stanie znalazły się: 2 działa, 5,5 funta prochu, 14 dużych bełtów, 12 ołowianych kul. Filip Śmiały świadom dużej roli artylerii flamandzkiej (zanim włączeno ją do Księstwa Burgundii) i w 1368 r. zlecił wykonanie tuzina dział wielkokalibrowych słynącym z wysokiej reputacji braciom Jacquesowi i Rolandowi z Majorki. Bracia pozostali na służbie diuka do 1390 r. i regularnie towarzyszyli mu podczas kampanii. W archiwach w Dion jest zachowane do dzisiaj świadectwo wykonania przez nich zamówienia na działo. Prace rozpoczęły się 12 października 1377 r. i zakończyły 9 stycznia 1378 r. Mistrzowi i 61 kowalom wykonanie działa zajęło 61 dni. Wypluwało ono kule o wadze 450 funtów i dodatkowo wzmocnione zostało 5 żelaznymi pierścieniami: koszt 223 funtów 8 szylingów. Diukowie Burgundii przywiązywali bardzo dużą wagę do rozwoju artylerii, i chociaż ta nowość była bardzo dużym wydatkiem obciążającym skarbiec wkrótce to właśnie burgundczycy mieli najwięcej najnowocześniejszych dział (pod koniec panowania Karola Zuchwałego). Olivier de la Marche wspomina o 300 działach nie licząc arkebuzów. Szwajcarzy po zwycięskiej bitwie pod Grandson w 1476 r. przejęli około 200. Niestety mało jest informacji na temat artylerii pod koniec panowania dynastii Valois. Większość dokumentów znikła po śmierci Karola i aneksji Burgundii przez Francję.
Dokumenty z archiwum Dionu dają nam bardzo dokładne dane na temat transportu i działań artylerii w 1409 r. We wrześniu tegoż roku Diuk Jan Nieustraszony nakazał oblężenie Vellexon, należącego do Henryka de Blamont. Najpierw skonstruowana została palisada naokoło miasta, a każdy z oblegających otrzymał opaskę na ramię ze słowem Dion. Wszystkie działa wyposażone były w duże drewniane tarcze chroniące obsługę działa. Pierwszego dnia oblężenia wiele dział eksplodowało, co spowodowane było nieumiejętną obsługą i brakiem doświadczenia. Sprowadzono kolejne działa z okolicznych miast księstwa oraz doświadczonych niemieckich najemników z Basle i Rhine do obsługi tychże. Pomimo tego nadal zdarzało się, że działa wybuchały. Kroniki opisują jak dwa największe przewiezione zostały do Auxonne (odległego o 40 mil - 62 km) do naprawy. Około 200 mężczyzn było potrzebnych, aby podnieść największą bombardę z leża. Dodatkowe 2 działa zostały przetransportowane rzeką. Powróciły z naprawy po 3 tygodniach, nadal ciepłe od kuźni. Sprawdzono je w następujący sposób: Oddano 4 strzały w tym 2 na koszt reperujących i 2 na koszt diuka. Jeżeli działo zostałoby rozerwane, (co się nie stało) wtedy ludwisarze płacili karę w wysokości 100 ecus. Początkowo uważano, że eksplozje dział spowodowane były złym prochem. Sprowadzono zatem 800 funtów saletry i 500 funtów siarki z Paryża. Następnie 10 mężczyzn zostało zatrudnionych do 4 dniowego mieszania składników. Jest wiele opisów dotyczących obsługi dział. Istnieje wzmianka o potrzebie wzmocnienia drewnianych bali, które przyjmowały siłę odrzutu działa, przy pomocy pasów stali, ponieważ często ulegały one zniszczeniu. Inna mówi o rozwiercaniu bombardy a kolejna o potrzebie wyposażenia obsługi działa o dodatkowe, wzmocnione lniane nogawice, ponieważ ulegali oni poparzeniom gazami wylotowymi. Kawałek po kawałku oblegający pod osłoną drewnianych palet, często niszczonych przez artylerię przeciwnika, zbliżali się do murów miasta. Cieśle i kamieniarze pracowali przez cały czas, robiąc osłony i kamienne kule (18 kamieniarzy pracowało od października 1409 do 2 stycznia 1410 r. produkując 1600 kamiennych kul). Wszyscy począwszy od woźniców, robotników i górników aż po żołnierzy nieprzerwanie byli w ruchu. Pomimo stałego bombardowania miasta przez pociski z dział (największe nawet 850 funtowe), trebuszy i katapult Vellexon dzielnie się broniło. Pociski wyrządzały najwięcej zniszczeń, jeśli trafiały bezpośrednio w domy. Mury miasta jednak były zbyt wytrzymałe. Jeżeli już powstawała jakaś wyrwa to była ona natychmiast reperowana przez obrońców. Mury padły dopiero w momencie, kiedy górnicy założyli pod nimi miny - 2 stycznia 1410 r. Zapiski mówią, że w momencie, kiedy wierze murów zapadły się górnicy zabrali narzędzia i opuścili obóz bez wypłaty, tak długo trwało oblężenie. Zamek został zrównany z ziemią z pomocą kamieniarzy. Nic nie wiadomo o losie obrońców. Kronikarz odwiedza Vellexon gdzie po zamku nie ma już śladu oprócz gruzowiska kamieni, mieszkańcy zaś są nieświadomi, że kiedyś nad ich chatami stało dumne zamczysko.
Rodzaje artylerii:
Ciężko jest sklasyfikować ówczesne działa. Nie stosowano pomiarów kalibru ani innych wymiarów. Poniższa klasyfikacja oparta jest na opisie.
Bombardy:
Wielkokalibrowe działa służące do oblężeń. Często złożone z 2 części, a następnie osadzone w tzw. situ (leże?). Niektóre były olbrzymie i zdolne wystrzeliwać pociski o wadze od 300 do 950 funtów. Potrzebne było 35 funtów prochu, aby wystrzelić 320 funtowy pocisk. Niektóre potrzebowały 70 funtów prochu, aby miotać pocisk o masie 400 funtów. Były kute i łączone z części ze stali albo odlewane z brązu. Bombarda Ghent, jedna z niewielu, która przetrwała do dzisiejszych czasów i brała udział w oblężeniu Audenarde w 1382 r. złożona jest z 32 stalowych, kutych segmentów połączonych 41 stalowymi prętami. Jest długa na 18 stóp, ma kaliber 638 mm, a do wystrzelenia 600 funtowego pocisku potrzebuje 140 funtów prochu. Bombarda osadzana była w okopie i zapierała się na wbitych głęboko w ziemie palach. Pomiędzy palami a bombardą wkładano drewniane brusy, często łączone metalowymi obejmami. Były one często wymieniane, czasem nawet po jednym strzale. Odrzut często przesuwał bombardę, dlatego stosowano duże ilości ołowiu, który wkładany był zamiast drewna pomiędzy pale a działo (tzw. poduszka), oraz obijano lufę drewnianymi palami po bokach. Było również możliwe regulowanie położenia lufy poprzez podkładanie pali przez otwory w bocznych ścianach stabilizujących. Postęp, jaki dokonał się w konstrukcji dział pod koniec wieku XV spowodował, że bombardy zostały zaniedbane i tylko niewiele dotrwało do naszych czasów. Bombarda potrzebowała do transportu wozów i ludzi. Wozy, którymi opiekowali się słudzy i giermkowie księcia miały specjalne przyrządy do wciągania bombardy. Niektóre takie jak bombarde de bourgogne razem z zapasem prochu i pociskami oraz aparaturą do wciągania transportowana w 1433 r. z Dion do oblężenia zamku Avallon potrzebowała 8 dni na 90 milową podróż przez Beaune, ponad 100 koni, 6 wozów i około 70 ludzi.
Veuglaire [wegler]
Mniejsze od bombard, stosowane przez Flamandczyków w armii burgundzkiej od 1420 r. Podobnie jak poprzednie używane były do oblegania zamków i miast. Nadawały się do niszczenia lżejszych kamiennych konstrukcji, nie zaś do atakowania murów. Mierzyły od 3 do 10 stóp, miały kaliber od 2 do 10 cali. Mocowane były w drewnianych brusach na masywnych stojakach, mniejsze mocowano po kilka na wozach. Niektóre były ładowane odtylcowo.
Couleuvrine
Działa pochodzenia niemieckiego wspomniane w dokumentach burgundzkich podczas oblężenia Compiegne w 1430 r., kiedy to książę Filip Dobry (1396-1467 [1419]) zakupił kilka i wyposażył je w niemiecką obsługę. Miały długość około 2-4 stóp, kaliber od 1 do 2 cali,, składały się z jednej lub 3 do 4 wymienialnych segmentów. Egzemplarze, jakie dotrwały do dzisiejszych czasów strzelały 4 cm ołowianą kulą o wadze 360 g, inny kulą o średnicy 5 cm i wadze 700 g. Osadzone były w drzewie, większe na stojakach, mniejsze używane do strzałów z rąk. Często na ostatnim segmencie miały hak do zapierania o mury. Były pierwowzorami arkebuzów.
Serpentine
Te działa idealne na bitwę pojawiły się w 1430 r. Silniejsze niż couleuvrine były łatwe w transporcie, bo mocowane na wozach o wzmacnianych metalem kołach. Często wozy zaopatrzone były w bloczki i mechanizm transportujący Ładowane zwykle odtylcowo, od 3,5 do 7 stóp długości, kaliber od 2 do 6 cali.
Couleuvrine a Main (handguns)
Pierwowzory strzelb i muszkietów. Po raz pierwszy wzmiankowane w 1360 r. W 1411 r. Diuk Jan Dobry posiadał ich 4000, a Karol Zuchwały wyposażył w nie 1/3 swojej piechoty. Początkowo przypominały segmentowe miniaturowe bombardy odpalane za pomocą lontu. Z czasem ręczna broń palna zdominowała pola bitew, a stworzenie zamka kołowego umożliwiało strzelcowi pełną kontrolę nad bronią. Mógł się wreszcie skupić na celu i nie musiał zwracać uwagi na to, aby podpalić podsypkę. Przed końcem XV w. ręczna broń zaczęła przyjmować podobny, jednolity kształt, znany do dzisiaj. Kule, jakich używano były żelazne, kamienne, lub ołowiane. Najlepiej spisywały się kule żelazne (w testach przebijały płat blachy 2,5 mm), więc można przypuszczać, że penetrowały z powodzeniem zbroje płytowe. Kule ołowiane spisywały się o wiele gorzej.
Organizacja:
Na początku cała artyleria była pod komendą artilleurs du Duc. Byli oni odpowiedzialni za naprawę, stan techniczny dział, zaopatrzenie i produkcję prochu. W połowie rządów Filipa Śmiałego, gdy wzrosło znaczenie artylerii, stworzono stanowiska Maitres des Canons - odpowiednio przeszkolonych specjalistów, którzy wkrótce stali się najbardziej poszukiwani i najlepiej opłacani w Europie. Ich niezależność i udostępnianie swoich umiejętności temu, kto zapłaci więcej spowodowało, że w 1415 r. stworzono urząd Maitre de l’ Artillerie, który był odpowiedzialny w całości za artylerię księstwa burgundzkiego. Olivier de la Marche zapisał, iż był to urząd tak znamienity, że Maitre de l’ Artillerie był traktowany jak książe. Urząd utrzymał się do 1477 r. Do końca rządów Jana Nieustraszonego był urzędem pełnionym przez jedną osobę. Potem jednak walczący od Holandii po Alpy żołnierze burgundzcy potrzebowali fachowców na miejscu. Stworzono na potrzeby administracyjne grupę Controleurs de l’ Artillerie. Ich zadaniem była kontrola zakupów, inwentaryzacja arsenałów, organizacja artylerii przed kampaniami, a po ich zakończeniu spisywanie utraconych, bądź zniszczonych dział. Podczas walk działami opiekowali się kanonierzy, – czyli przeszkoleni rzemieślnicy. Zadaniem kanonierów była naprawa dział i wyrób prochu. Ich liczba zwiększała się do momentu, gdy Karol Zuchwały ograniczył ich ilość do 1 kanoniera przypadającego na veuglaire albo serpentine.
Proch i amunicja:
Proch wg Albertusa Magnusa (zm. 1280) składał się z 6 części saletry, 2 węgla drzewnego i 1 części siarki. Początkowo składniki te mieszano, ale z czasem podczas transportu samoczynnie się rozdzielały, ponieważ cięższe opadały na dno. Przełomem było wynalezienie tzw. mokrego prochu pod koniec XIV w. Powstał on przypadkowo, ponieważ składniki łączono na wilgotno, aby nie doszło do przypadkowego zapłonu. Na początku proch był bardzo drogi z powodu trudności w wyrobie saletry. Cena prochu w Anglii w latach 1346 – 1461 spadła trzykrotnie. Stało się to z powodu opracowania przepisu na tanie wytwarzanie saletry. Do produkcji używano łajna, wapna, torfu i uryny. Najlepszym moczem był ponoć mocz ludzi pijących wino w dużych ilościach, a najlepszymi dostawcami w celu produkcji najprzedniejszej saletry byli ponoć zakonni braciszkowie. Wytwarzanie prochu powiązane było w przekonaniu większości ówczesnych ludzi z alchemią, stąd też dodatkowe egzotyczne ingrediencje takie jak bursztyn, sól, arsen czy rtęć. Interesujące są ilości prochu, jakie były wykorzystywane. Podczas oblężenia Calais w 1436 r. armia Burgundii zużyła 10 000 funtów siarki i saletry w 73 dni, co daje średnio 16 funtów na dzień. W połowie XV w. większość dział biorących udział w kampanii miała możliwość oddania od 100-200 strzałów. Początkowo kule wyrabiane były z kamienia, dlatego też wyrabiający je kamieniarze byli jednymi z najlepiej opłacanych i pożądanych rzemieślników. W 1399 r. mieli pensję równą żołdowi zbrojnego. Zrobienie jednej kuli zajmowało około pół dnia. Do uzyskania odpowiedniej średnicy używano drewnianej deski z ustalonym otworem. Dokumenty burgundzkie mówią o kulach ołowianych dopiero w 1443 r., a o żelaznych wspominają tylko w 1474 r. Czasem zdolności artyleryjskie mogą być ocenione za pomocą ilości wystrzelonych pocisków. Podczas oblężenia Maastricht od 24 listopada 1407 r. do 7 stycznia 1408 r. wystrzelono na miasto 1514 dużych pocisków kamiennych – średnio 30 dziennie. W 1433 r. w Calais bombardy strzelały tylko raz dziennie. W bitwie pod Burustem artyleria rebeliantów z Liege wystrzeliła 70 pocisków. Pociski zapalające były w powszechnym użyciu. Podczas oblężenia Vellexon zakupione zostały duże ilości kamfory, siarki, alkoholu i smoły -były więc z pewnością skuteczne. Jan Nieustraszony zwalczając rebeliantów z Liege w 1408 r. zabrał ze sobą 300 zapalających rakiet. Ludzie w obleganych miastach mieli w zwyczaju pokrywać dachy ziemią, aby zapobiec podpaleniom.
Armia w polu
Kiedy armia nie mogła stacjonować w mieście rozbijano obozy. Rozlokowanie 10 000 czy 12 000 ludzi wymagało nie lada umiejętności organizacyjnych. Kronika Chastellain opisuje obóz burgundzki w Eclusier Vaux w 1468 r. „ A był to jeden z najwspanialszych widoków, wspaniale zorganizowany... Wyglądał (obóz) jak miasto, z długimi rzędami namiotów, które tworzyły ulice i skrzyżowania, targiem gdzie zbierali się rzemieślnicy i kupcy, tawernami i rozrywkami godnymi Paryża. Otoczony zaś tak ciasno silnie ufortyfikowanymi i uzbrojonymi wozami, że nikt nawet nie śmiałby się doń zbliżyć.” Kiedy składano obóz dawano 2 sygnały trąbką. Na pierwszy sygnał konie rycerzy powinny być osiodłane, na drugi zaś dosiadane. Armie maszerowały przeważnie w dzień, choć zdarzały się również marsze nocne po to, aby zaskoczyć przeciwnika. Pomimo starań zdarzało się, iż podczas takich nocnych marszów niektórzy dezerterowali. Maszerowano przeważnie po drogach, ale te były w większości zbyt wąskie, więc wojsko szło również po sąsiadujących z drogą polach. Jeżeli nie spodziewano się bitwy rycerze i zbrojni zostawiali uzbrojenie z giermkami na wozach. W 1467 r. lordowie z Brabant maszerujący na Malines nosili na sobie koszulki kolcze, a giermkowie ubrani byli w hełmy i resztę ich pancerza. Kolejność marszu, podobnie jak u Anglików i Francuzów była następująca:
Diuk, lub pod jego nieobecność Marszałek Burgundii dowodził armią, prowadził również elitę wojsk. Artylerią, wozami oraz siłą roboczą dowodził Mistrz Artylerii. Wozy kupców były pod opieką tzw. prevost des marechaux. Z powodu specyficznego położenia Burgundii wojska często musiały przekraczać rzeki. Zdarzało się, iż armia nadrabiała drogi w poszukiwaniu mostów, które często były niszczone przez wroga. W takiej sytuacji należało wybudować nowy. Dobrym na to przykładem może być przekraczanie rzeki Seine w Moret 4 sierpnia 1465 r. Okoliczne mosty zostały zniszczone z rozkazu króla Francji. Miejsce do przekroczenia rzeki zostało wybrane w miejscu, gdzie na jej środku była niewielka wyspa. Wróg zajął okoliczne wzgórza. Choć było go niewiele i nie posiadał artylerii to hrabia Charolais (nazwany później Karolem Zuchwałym), który dowodził przeprawą wierzył, że jest on znacznie liczniejszy. Miał ze sobą działa serpentines oraz jedną veuglaire, które otworzyły ogień na wzgórza. Kroniki informują, o użyciu 3 beczek prochu, 600 funtów ołowianych kul oraz 32 dziewięciocalowych kamieni. W tym czasie 7 lub 8 niewielkich skórzanych łodzi zostało rozładowanych z wozów razem z klepkami do robienia beczek, sznurami i dźwigniami. Bednarze przystąpili natychmiast do pracy składając beczki, a łucznicy pod osłoną z dział ruszyli ku wyspie łodzią. Następnie ruszyli do przeciwnego brzeg przygotowując grunt do zamocowania mostu. Za nimi popłynęli bednarze w pozostałych łodziach. Pod osłoną łuczników część mostu została przeniesiona i w ciągu dwóch dni całość była gotowa.
Taktyka.
Przed bitwą wojska były poinstruowane o planowanym jej przebiegu i taktyce. Przetrwał do dzisiaj jeden z planów bitwy Diuka Jana Nieustraszonego, spodziewającego się ataku Francuzów pod Barsailles niedaleko Paryża we wrzeniu 1417 r. Marszałek Burgundii miał wziąć elitę wojsk na rozpoznanie i zameldować o efektach księciu Janowi. Rozkazy mówiły, że Francuzi zajmujący stanowiska przed Paryżem muszą być bez ustanku atakowani. Jeśli wróg zaatakuje, elita oraz dwa skrzydła łuczników i kuszników powinny zostać spieszone. Główna armia składająca się z 1000 rycerzy powinna, jeśli pozwoli na to teren, stać obok elity. W przeciwnym wypadku powinni stanąć za elitą w niewielkiej odległości. O strzał z łuku za nimi powinni znajdować się 400 konnych rycerzy i 300 konnych łuczników, którzy mogliby podążyć za wycofującym się przeciwnikiem zapobiegając przegrupowaniu. Na tyłach powinien być umieszczony obóz , osłonięty ufortyfikowanymi w działa wozami.
Typowa bitwa wojsk burgundzkich może być zilustrowana za pomocą przekazu o bitwie z rebeliantami z Liege 28 października 1467 r. Burgundczycy oblegali właśnie miasto St. Trond, kiedy posiłki rebeliantów zajęły położoną 2 mile na południowy-wschód wioskę Brustem. Karol, który kilka miesięcy wcześniej został Diukiem Burgundii, głównodowodzący wojskami, postanowił zaatakować. Mamy tu kolejny dowód na średniowieczną taktykę planowania ataku. Karol ustalił ją nad ranem w przeddzień bitwy i objechawszy obóz opisał ją wojsku. Zostawiając 500 łuczników przy oblężeniu St. Trond, postanowił, że elita oraz artyleria ruszy jak najbliżej wioski Brustem. Z powodu zbyt pofałdowanego terenu zarówno łucznicy jak i rycerze powinni zostać spieszeni. Elita (straż przednia) powinna oflankować wioskę 1200 konnymi rycerzami, którym rozkazano:
Za elitą stacjonował książę na czele 800 konnych. Bitwa rozpoczęła się od ostrzału z dział. Był to najczęstszy sposób rozpoczynania potyczki, który pozwalał przygotować się do ataku rycerzom. Pofałdowany teren spowodował, że większość pocisków chybiła celu i poleciała w krzaki, ponad głowami obrońców. Pierwszy atak przeprowadzony został przez łuczników w bliskim towarzystwie pikinierów, którzy zostali prawie natychmiast zatrzymani przez ciężki teren i rebeliantów, którzy ostrzelali oddziały artylerią - mieli do dyspozycji około 100 dział. Łucznicy parli naprzód, ale najprawdopodobniej skończyły się im strzały. Buntownicy zaszarżowali z powodzeniem. Karol natychmiast rozkazał zsiąść z koni łucznikom i rycerzom, których trzymał w odwodzie. Rebelianci zostali związani walką, zginęło ich ponoć od 3 000 do 4 000. Pogoń za wycofującymi się nie została wszczęta. Stało się to z dwóch przyczyn Po pierwsze zbliżał się zmierzch, po drugie niezdyscyplinowani żołnierze Karola zamiast podążyć za wrogiem zajęli się rabowaniem zwłok i kradzieżą jedzenia (wina i sera pozostałego po ludziach z Liegeois). O doniosłości tego zwycięstwa mówi fakt, że Karol nie odważył się podążyć następnego ranka za mogącymi się przegrupować buntownikami. Kilka lat później Burgundczycy skorzystali na podobnej decyzji po klęsce ze Szwajcarami, nieposiadającymi kawalerii, po bitwie pod Grandson w 1476 r., gdzie zostali rozgromieni. Szwajcarzy, nie posiadając środków, nie mogli za nimi podążyć, a Burgundczycy, pomimo że rozgromieni, klęskę okupili niewielkimi stratami w ludziach.
Oblężenie innego miasta - Neuss 1474-75 r. spowodowane było buntem mieszkańców przeciwko arcybiskupowi Rupertowi z Bawarii w 1473 r. Pomimo, że Kolonia nie była w sferze wpływów dworu burgundzkiego, to Karol Zuchwały stając po stronie arcybiskupa mianował się jej protektorem. W czerwcu 1474 r. Kolonia byłaby zbyt trudna do zdobycia dla Karola, więc rozpoczął on kampanię od oblężenia Neuss, jednej z lepiej umocnionych siedzib rebeliantów, położonej około 20 mil w dół Renu od Kolonii. Opis obozu Burgundczyków, przedstawiany przez naocznych świadków bije na głowę nawet ten z Chastellain. Obóz opisany jest jako duże ufortyfikowane miasto z murami, fosą, zwodzonymi mostami ulicami i alejami. Były tam również dwa rynki, jeden w kwarcie włoskiej, gdzie można było zakupić wszelakie dobra. Jeden z handlarzy miał aż 5 wozów wszelkiej maści uzbrojenia i otworzył sklep jak gdyby był to co najmniej miasto Ghent albo Bruges. Były tam sklepy z odzieżą, rybami i jarzynami, byli fryzjerzy, księża, muzykanci, setki namiotów i drewnianych domów, kuźnie, tawerny, młyny i łaźnie, szubienica i domy uciech. Miały miejsce chrzty, śluby i pogrzeby. Ponoć w obozie więcej było tymczasowych domów niż w samym Neuss. Samo Neuss było jednak bardzo dobrze ufortyfikowane i zaopatrzone. Bronione mogło czekać na pomoc Cesarza. Biedny Cesarz Fryderyk III cały czas się spóźniał. Miał sporo długów i niewielki skarbiec. Odwlekał jak mógł konfrontację ze swym potężnym sąsiadem. Do świąt 1474 r. po sześciu miesiącach oblężenia, kiedy 229 dział Karola niszczyło bramy Neuss, a mieszkańcy zjedli wszystko do ostatniego szczura pomoc Fryderyka nadal nie nadchodziła. Życie w obozie stawało się coraz trudniejsze, żołnierze musieli się oddalać coraz bardziej w poszukiwaniu paszy dla zwierząt, a wieśniacy zaczynali się buntować. Pomimo to Neuss broniło się nadal, zaopatrując się poprzez wypady na obóz Burgundczyków. Fryderyk, nie mogąc zapobiec gromadzeniu się armii, wkroczył do Kolonii 6 maja 1475 r. Szczęśliwie, poprzez różne zbiegi okoliczności udało mu się pokonać drogę do Neuss (24 mile) bez konfrontacji z przeciwnikiem w ciągu 16 dni, co było zadziwiające nawet na standardy średniowieczne. 23 maja 1475 r., pomimo usilnych starań rozjemczych papieskich legatów jeżdżących od obozu do obozu, Karol postanowił zaatakować Cesarza, który rozbił niedaleko swój obóz i nie demonstrował żadnych wrogich zamiarów. Znamy szczegóły formacji wojsk Karola, z listu, jaki wysłał swojemu porucznikowi w Luksemburgu. Karol Zuchwały miał powiedzieć: „Wydamy zawołanie: Za Najświętszą Panienkę! (Notre Dame) za Św. Jerzego! Zanim ruszą oddziały wystawimy artylerię o trzy strzały z łuku przed nami wraz z włoską piechotą, która strzelać będzie w obóz Cesarza z taką zajadłością, że nie pozostanie żaden namiot, pawilon, czy schronienie, a ludzie nie będą tam mogli pozostać. Gdy tak się stanie w imię Boga naszej Pani i Św. Jerzego damy sygnał, aby wojsko ruszyło. Zagrają trąbki i wszyscy z uśmiechem na ustach wymaszerują żegnając i polecając się Bogu; Anglicy zgodnie ze swoim zwyczajem, robiąc znak krzyża na ziemi i całując ją. Zaś potem wszyscy wydadzą okrzyk”. Chociaż sama bitwa zamienił się w szereg potyczek, jej opis jest bardzo dobrym przykładem organizacji wojskowej Burgundii. Następnego dnia Karol i Fryderyk zawarli rozejm, bez ujmy dla nikogo. Gdy tylko do niego doszło tysiące niemieckich żołnierzy ruszyło do obozu Burgundczyków, aby spojrzeć choć przez chwilę na Wielkiego Diuka z Zachodu. Karol Zuchwały wydał wielki bankiet na cześć Cesarza 18 czerwca a po dziewięciu dniach złożył obóz.
W kronikach jest kilka przykładów na propagandę, jaka była siana podczas oblężeń. Kiedy rebelianci Flamandzcy oblegali Maastricht w 1408 r. burgundzka maskotka – biskup Jan z Bawarii wysłał listy do umiarkowanych dowódców powstańców, aby obalili swoich ekstremistów. Kiedy następnie wysłał pismo do Jana Nieustraszonego z prośbą o pomoc, rebelianci przekazali sfałszowany list od króla Francji ostrzegający diuka Jana o nie mieszaniu się w wewnętrzne sprawy Liege. Wysłali do Maastricht szpiegów - „pielgrzymów”, którzy poinformowali ich o braku jakiegokolwiek wojska burgundzkiego czy francuskiego i nakłaniali obrońców do poddania miasta.
Wartym odnotowania jest fakt dotyczący dużych ilości ofiar w bitwach. W większości przypadków od 20 do 50% wojska przegranej armii zostawało zabitych, choć mogą być to wielkości przesadzone. Ciężko było rozpoznać czy martwy żołnierz jest wrogiem czy nie, ponieważ większość była całkowicie ograbiona z ekwipunku a nawet odzieży. Ponadto krewni lub przyjaciele często chowali zmarłych zanim podliczono martwych. Do dużej liczby ofiar przyczynił się również sposób traktowania rannych i chorych. Ignorancja prowadziła do zakażeń i chorób, a w następstwie zgonów. Kolejną przyczyną tak dużej ilości ofiar mógł być fakt, iż uciekające wojsko nie jest w stanie bronić się przed szarżującą kawalerią. Bitwy z jej udziałem były zazwyczaj mniej krwawe. Zbroja płytowa dawała bardzo dobrą ochroną a rycerze mogli w ostateczności się wykupić. Rannych żołnierzy przeważnie dobijano na miejscu.
Broń i uzbrojenie.
Na początku XV w. dominującymi w produkcji opancerzenia płytowego krajami stały się Niemcy i północna Italia. Spore centra producentów znalazły się również w północnej Burgundii. W samej Brukseli zanotowano 73 płatnerzy w XV w. Również Ghent i Liege dostarczały uzbrojenia. Kronika mówi, że podczas tłumienia buntu rebeliantów z Liege w 1467 r. Karol Zuchwały zamówił drugą zbroję u płatnerza. Wiadomo również o rzemieślnikach z Liege, którzy w połowie XV w. wystawiali swoje zbroje do sprzedaży na schodach do katedry. Niestety tylko w kilku przypadkach jesteśmy w stanie odróżnić wyroby charakterystyczne dla Burgundii. Problem pochodzenia zbroi komplikuje się w XV w., gdy do Burgundii dociera wielu emigrantów z Milanu, nie mówiąc już np. o producentach niemieckiej zbroi wykonywanej w warsztatach płatnerzy włoskich, i sprzedawaniu jej na północy. Pomimo tego dokładnie wiadomo, w co powinien być wyposażony burgundzki żołnierz. Żołnierze z otoczenia Księcia byli zaopatrywanie przez niego w hełmy, brygantyny, naręczaki. Ciężkozbrojni wyposażali się na własny koszt, najemnicy również musieli sami zadbać o uzbrojenie. Szlachcice byli nie zawsze dobrze wyposażeni. Podczas jednego z przeglądów, jakiego dokonywał Filip Śmiały w Chatillon w 1364 r. 108 ze 153 miało pełną osłonę ciała, reszta nie miała osłon nóg. Zbroja była droga i często przekazywana z pokolenia na pokolenie. Nie było dziwnym zobaczyć żołnierza noszącego na głowie hełm datowany na 100 lub więcej lat wstecz. Zbroja odgrywała znaczącą rolę. W Liege jedynie jej posiadacze mieli prawo głosu. Wprowadzono również prawo zakazujące spłacania np. długów poprzez oddanie zbroi, lub danie jej w zastaw. Noszenie uzbrojenia w zaludnionych ośrodkach północnej Burgundii było ściśle kontrolowane. Każdy miał prawo mieć mały nóż – np. nerkowiec. Miecz mógł być noszony tylko wtedy, gdy zatrzymany udowodnił, iż będzie podróżował poza granice miasta. Odwiedzający miasto przybysze byli zobligowani do pozostawienia broni w zajazdach, w bezpiecznych depozytach. Warsztaty produkujące inne niż broń i zbroja uzbrojenie wykwitły w niemal każdym mieście Europy. Każdy kowal potrafił wykuć maczugę, grot piki, groty do strzał czy siekiery, na które to produkty było nieustanne zapotrzebowanie. Istniał spory popyt na kowali. W samym Ghent w 1357 r. było 32 wyspecjalizowanych w produkcji broni kowali.
Kusze i łuki
Od bitwy pod Crecy w 1346 r. doceniono angielski łuk długi. Na kontynencie ciężko było wyszkolić producentów łuku angielskiego. Powstające łuki były nieco krótsze od długiego łuku walijskiego, który mierzył około 6 i więcej stóp. Najlepsze łuki robione były z drewna cisowego pochodzącego z południa Francji i Madery. Posługiwano się również drewnem wiązu i jesionu. Łuk angielski miał od 80 do 160 funtów naciągu. Wydobyte z wraku Mary Rose z 1545 r. łuki miały przekrój w kształcie litery D. i miały nacięcia bezpośrednio w drzewcu. Zazwyczaj łuk posiadał mocowanie z rogowych końcówek. Źródło z 1387 r. wspomina cisowe malowane łuki. Strzały do łuku robione były przeważnie z jesionu i wierzby – te były lżejsze i mniej destrukcyjne. Stosowano różne groty: do polowań, przebijania zbroi, z zadziorami a także gwiżdżące do płoszenia koni. Zbroja płytowa zapewniała bardzo dobrą ochronę przed łukiem. Jeżeli grot nie ześlizgnął się po zbroi i zdarzyły się przebicia, to rzadko powodowało większe urazy. Na niszczycielską działalność łuku skazane były przede wszystkim konie. Zasięg łuku długiego zależał od zastosowanej strzały i wynosił mniej więcej 300 jardów. Największą zaletą łuku była szybkostrzelność. Wyszkolony łucznik potrafił wypuścić w cel od 10 do 12 strzał na minutę. Według źródeł łucznik nosił przy sobie od 18 do 30 strzał. Kusza nie potrzebuje treningu, aby móc się nią posłużyć. Wadą jej jest niestety mała szybkostrzelność. XIV wieczne kusze wykonywane były głównie z drewna – cisowego. Naciągi ich wynosiły w granicach 150 funtów, zasięg zaś około 200 jardów. Postęp w metalurgii w XV w. pozwolił na zastosowanie metalowego łuczyska. W archiwach z 1446 r. znajdujemy przykładowo zamówienie na 500 szt. metalowych kusz, które w tamtych czasach były nie lada nowością. Chociaż zdarzało się im pękać w czasie mrozów, posiadały znacznie większy naciąg niż kompozytowe łuki i potrzebowały do naciągania metalowych wind. Niejaki Sir Ralph Payne-Gallway posiadał XV w. kuszę o metalowym łuczysku i na początku XX wieku zadziwiał swoich przyjaciół strzelając nią na odległość 450 jardów. Ocenił jej naciąg na 1200 funtów. Cięciwy kusz robiono głównie ze ścięgien. Ich duża wrażliwość na rozciągnięcia pod wpływem wody wyjaśnia, dlaczego na kuszach noszone były skórzane ochraniacze zapobiegające dostaniu się wody i dlaczego cięciwy noszono pod czapkami i hełmami. Łuk kompozytowy rozpowszechnił się w Europie dosyć szybko, z powodów niewielkiego kosztu wykonania oraz funkcjonalności. Bełty wyposażane były w różne groty, niektóre tępe potrafiły powalić piechura. Lotki bełtu robiono z drewna lub skóry. Jest wiele zapisów o ilości wypuszczonych w powietrze strzał podczas ataku łuczników. W bitwie pod Montlhery w 1465 r. liczba ta wyniosła 38 400. Podczas oblężenia Villy, trwającego mniej niż miesiąc 10 200 strzał i 1 500 bełtów, a podczas oblężenia Dinant, trwającego tylko tydzień użyto 27 840 strzał i 1 780 bełtów.
1 lbs = 453 g 1 yard =0,9 m
Na podstawie „Armies of Medieval Burgundy 1363-1477” Man-at-Arms Series, Osprey144 Wojciech Pikuła
Poniżej zamieszczam daty panowania diuków Burgundii z dynastii Walezjuszy:
1363 - 1404 : Filip II Śmiały; ks. Touraine, syn Jana II Dobrego, kr. Francji 1404 - 1419 : Jan Nieustraszony; syn Filipa II 1419 - 1467 : Filip III Dobry; syn Jana 1467 - 1477 : Karol Zuchwały; syn Filipa III 1477 : Maria (1457-1482) dziedziczka Burgundii i Niderlandów; córka Karola Zuchwałego, w 1477 poślubiła cesarza Maksymiliana I, co doprowadziło do przyłączenia jej księstwa do ziem podległych Habsburgom, podbój Burgundii przez Francję.
Świat, człowiek i społeczeństwo w doktrynie herezji bogomiłów.
Herezja bogomiłów, która w X wieku ogarnęła swym płomieniem Bułgarię wyróżnia się na tle innych, sprzecznych z oficjalną doktryną Kościoła średniowiecznych ruchów religijnych. Jednocześnie jest pełna cech dla nich wszystkich wspólnych. Co zatem czyni ją tak interesującym obiektem badań? Imponujące są już same jej rozmiary – zarówno pod względem geograficznego zasięgu odziaływania jak i długości aktywnego istnienia. Nie można również nie docenić faktu, iż doktryna bogomilizmu stała się swoistym pomostem łączącym tradycje herezji wczesnochrześcijańskich z tymi, które stały się udziałem dualistycznych herezji zachodnioeuropejskich – katarów i albigensów. Jednakże przedmiotem mojego zainteresowania nie będzie pokrewieństwo między heretykami z Bułgarii i Prowansji ale sama kwestia bogomilskiej doktryny. Otóż interesujące jest, że kacerze ci wypracowali własną koncepcję człowieka, społeczeństwa i świata, w którym ów człowiek bytuje. Jest to może samo w sobie faktem dość oczywistym, jednakże bliższe spojrzenie na ów model ukazuje wizję nadzwyczaj rozwiniętą i całościową. Co więcej, zagłębienie się w jego konstrukcję jest chyba w stanie wyjaśnić pytanie o przyczyny niezwykłej popularności bogomiłów i trwałości ich ruchu.
Trudno bowiem znaleźć inne określenie zasięgu oddziaływania bogomilskiej herezji niż niezwykły. Jak stwierdził św. Paweł: „Zresztą zawsze muszą być wśród nas rozdarcia” (1 Kor 11,19), lecz to, spowodowane przez bogomiłów okazało się szczególnie groźne i rozległe. Ich herezja narodziła się w Bułgarii w I połowie X wieku, za panowania cara Piotra (pan. 927-969)1 a jej twórcą był pewien pop imieniem Bogomił „który jednak w istocie nie był przez Boga umiłowany”2. Już w XI wieku heretycy ci pojawili się w Macedonii i na wybrzeżu Azji Mniejszej, a za panowania cesarza Aleksego I Komnena (1081-1118) dotarli do samego Konstantynopola. Ogromne zwycięstwo odniósł bogomilizm na zachodzie, przenikając na ziemie Serbii, Chorwacji, Dalmacji oraz Bośni i Humu (czyli późniejszej Hercegowiny), w których to dwóch krainach zakorzenił się szczególnie mocno. Od końca XII wieku władcy Bośni i Humu przez przeszło 300 lat musieli pogodzić się z dominującym znaczeniem bogomiłów, zwanych tu patarenami. Herezja była tu nawet przez niektórych książąt gorąco popierana, jako odskocznia od wpływów katolickich Węgier oraz prawosławnych Bizancjum i Serbii, wzmacniająca poczucie indywidualności i niezależności księstw3.
Kres bogomilizmowi położyli, co jest dość niezwykłe w dziejach kacerstwa nie chrześcijanie lecz wyznawcy islamu – Turcy Osmańscy. Ujarzmiając w roku 1393 Bułgarię, resztki Cesarstwa Bizantyńskiego w r. 1453, Bośnię w r. 1463 oraz Hercegowinę w r.1483 doprowadzili do upadku słowiańskiej herezji. W Bułgarii i Bizancjum rola Osmanów była tylko pośrednia. Nieliczni już wówczas w tych krajach bogomiłowie przechodzili na wiarę prawosławną ponieważ stała się ona w takich warunkach naturalnym czynnikiem integrującym ludność przeciw najeźdźczym i obcym religijnie Turkom. Z kolei w księstwach Bośni i Humu lata prób przywrócenia katolicyzmu wywołały wśród patareńskiej ludności nienawiść ku niemu przynajmniej równą nienawiści do islamu. Zaowocowało to nie tylko łatwością tureckiego podboju, zwłaszcza w rozdartej religijnymi konfliktami Bośni. Lata konfliktów między katolicyzmem a herezją, między bośniacką szlachtą a żądną zdobyczy szlachtą węgierską i Węgierskim królestwem tworzyło teraz naturalny pomost pomiędzy bośniackimi patarenami a Turkami. Wszak muzułmanie byli także zwycięscami starych wrogów. Zgodnie zaś z poleceniami sułtana zachowanie majątków przez możnych podbitej ziemii uwarunkowane było przejściem na islam. Jeśli dodać do tego niemałe podobieństwa w doktrynie obu wyznań to nietrudno jest zrozumieć szybką konwersję ludności Bośni na wiarę muzułmańską4. Warto zatem przyjżeć się bliżej genezie doktryny ruchu, który wywarł tak duży wpływ na historię Bałkanów.
Otóż bogomilizm nie rozwinął się samoistnie, na kształcie jego wierzeń silnie odcisnęły się dwie wcześniejsze herezje funkcjonujące w Cesarstwie Bizantyńskim: paulicjanie 5 i mesalianie6. Genezę herezji popa Bogomiła jako połączenia się tychże dwóch wcześniejszych przedstawiają w swych dziełach cesarzowa Anna Komnena 7 i Eutymiusz Zigabenos8. Natomiast wcześniejsi autorzy piszący o sekcie bogomiłów – Teofilakt9 i Kosmas określają ją jako zwykły dualizm lub manicheizm10 zmieszany z paulicjanizmem. Ta rozbieżność jest wynikiem ewolucji doktryny jaka zaszła wśród interesujących nas heretyków najprawdopodobniej w XI wieku a która spowodowała iż dualizm bogomiłów złagodniał, tracąc swój radykalizm. Nie wszyscy heretycy poszli za tym trendem – część pozostała wierna radykalnemu dualizmowi i założyła odrębny Kościół dragowicki. Jednak obie grupy nadal nazywały siebie bogomiłami, a ich stosunek do świata materialnego pozostał wspólny11. Tak więc na kształt bogomilskiej doktryny mocno oddziałały herezje sięgające swymi korzeniami czasów wczesnochrześcijańskich.
Jak już wspomniałem, poznanie owej wizji świata, człowieka i społeczeństwa może stać się kluczem do zrozumienia popularności popa Bogomiła i jego następców. Dzieje się tak nie bez powodu. Otóż jest to wizja zupełnie odmienna, a nieraz wręcz agresywnie opozycyjna do tej, stworzonej i narzucanej przez ówczesne państwo i Kościół. Opiera się ona na dwóch filarach: dualiźmie i pragnieniu życia ewangelicznego, czyli powrotu do Kościoła pierwotnego, nie skażonego pragnieniem dóbr doczesnych. Ponadto, nie jest ona tworem sztucznym czy nieprzystającym do panujących warunków, lecz wręcz przeciwnie, w jej ramach znajdują ujście liczne prądy, tendecje o charakterze społecznym, kulturowym czy religijnym. Prądy te, jak się wydaje, nie znajdują drogi do uzewnętrznienia się w oficjalnej doktrynie, często będąc przez jej realiztorów brutalnie tamowanymi. W takiej sytuacji wyznanie popa Bogomiła staje się ich wyrazicielem.
Trzeba jednak zastrzec, że nakreślona przeze mnie koncepcja doktryny bogomiłów jest najbardziej charakterystyczna dla wczesnego okresu istnienia tego ruchu tzn. od X do połowy XII wieku. Czasy późniejsze, zwłaszcza jeśli chodzi o obszar Bośni czy Humu przyniosły przejęcie pewnych elementów dokytryny i organizacji Kościoła oficjalnego, powiązanie z władzą świecką a także odrzucenie dość radykalnych poglądów społecznych pierwszych bogomiłów. Jak zatem przedstawiały się pierwotne założenia interesującej nas herezji? Wiadomości na ten temat dostarczają dwaj wspomniani już przeze mnie autorzy pierwszych traktatów zawierających opisy herezji popa Bogomiła. Czas zatem je przeanalizować, zaczynając od bogomilskiej koncepcji świata.
Pierwszy z owych autorów - Kosmas nie daje w swym dziele opisu heretyckiej wizji powstania kosmosu. Stwierdza on jedynie, iż według kacerzy świat i wszystko na nim jest tworem szatana. Dowodem tego ma być między innymi kuszenie Chrystusa, w trakcie którego szatan oferuje Mu wszystkie królestwa świata tego oraz ich chwałę. Są one zatem niepodzielną własnością diabła.
Z kolei drugi - Eutymiusz Zigabenos pozwala nam na głębsze wejrzenie w niuanse bogomilskiej kosmogonii. Podaje on, iż owi kacerze uważali, że początkowo Bóg panował samotnie nad wszechświatem, by następnie stworzyć miriady aniołów a wśród nich najważniejszego – swego pierworodnego syna Satanela. Tenże jednak, powodowany pożądaniem bycia równym ojcu zbuntował się, za co został strącony z niebios. Aby uzyskać królestwo w którym sam mógłby być Bogiem, Satanel stworzył Ziemię.
Taka dualistyczna wizja świata, chociaż głęboko pesymistyczna i antymaterialistyczna, wzywajaca do negacji świata w tak dużym stopniu, w jakim to tylko możliwe (bo wszak wszystko, co materialne miało być tworem szatańskim) okazała się bardzo atrakcyjna. Dawała bowiem prostą odpowiedź na nadzwyczaj trudne, a jakże ważkie pytania: skąd pochodzi zło? Dlaczego świat jest tak okrutny? Dlaczego przynosi ze sobą tyle cierpienia?
Taki właśnie świat znali chłopi w okresie działania popa Bogomiła, za panowania cara Piotra w Bułgarii. Już za jego poprzednika, cara Symeona niekończące się wojny doprowadziły do zaognienia sytuacji społecznej – to właśnie na chłopach spoczywała główna część podatków i obciążeń wojennych. W okresie sprawowania władzy przez cara Piotra sytuacja chłopów uległa tylko pogorszeniu – wewnętrzne konflikty i niszczycielskie rajdy Węgrów ciężko odbijały się na kondycji biedniejszej części bułgarskiego społeczeństwa. Rozwój stosunków feudalnych doprowadził do powstania niewolnej warstwy chłopów nazywanych parikami. Pogłębiająca się luka między nimi i wolnymi chłopami a bojarami oraz dworem panującym stała się jeszcze bardziej widoczna przez wprowadzenie wskutek małżeństwa Piotra z bizantyńską księżniczką Marią Lakapeną konstantynopolitańskiej mody i ceremoniału, programowo wymagających epatowania bogactwem12.
Obraz nędzy w Bułgarii potwierdza sam Kosmas pisząc, iż ludzie skarżą się, że ciężkie obciążenia nie zostawiają im czasu na modlitwę, jeśli chcą zapewnić utrzymanie swoim rodzinom. Także czasy późniejsze nie przyniosły polepszenia doli najbiedniejszych w Bułgarii. Podbój tego państwa ostatecznie dokonany przez cesarza Bazylego II w roku 1018 wkrótce zaowocował bezwzględnym wyzyskiem fiskalnym zdobytego kraju.
Panowanie cara Piotra przyniosło również zmiany charakteru Kościoła w Bułgarii. Bezinteresowne poświecenie chrystianizatorów tego kraju – uczniów Cyryla i Metodego ustąpiło zainteresowaniu sprawom materialnym oraz ścisłemu powiązaniu interesów kościelnych (zwłaszcza klasztorów) z interesami władzy świeckiej. Nawet Kosmas – członek bułgarskiego kleru nazywa wielu jego funkcjonariuszy „pasterzami, którzy doili i strzygli swe stada lecz nie opiekowali się nimi”13.
Czy należy się zatem dziwić,że bogomiłowie gwałtownie kontestowali hierarchię i kult oficjalnego Kościoła, nazywając według przekazu Słowa Popa Kosmasa księży „ślepymi faryzeuszami”, a kościoły „rogami ulic, gdzie modlą się hipokryci”14? Dzieło Zigabenosa przedstawia nie mniej surową ocenę oficjalnego Kościoła dokonaną przez tychże heretyków: uważają oni Kościół ortodoksyjny za całkowicie fałszywy. Ponadto są zdania, że kościoły to siedziby demonów, a świątynia Hagia Sophia to według nich siedziba samego szatana, ponieważ oficjalny Kościół, od czasów Konstantyna Wielkiego służy według bogomiłów szatanowi15. Bogomiłowie odrzucali również hierarchizację struktury kościelnej – ich własne wspólnoty były samodzielne, z wewnętrzną strukturą opartą o wzory gmin wczesnochrześcijańskich tzn. kierowane na zasadzie autorytetu, a nie posłuszeństwa.
Postrzeganie przez bogomiłów okresu panowania Konstantyna Wielkiego za przełomowy dla Kościoła i datowanie jego upadku od czasów tego właśnie cesarza nie było oczywiście dziełem przypadku. Uznanie bowiem chrześcijaństwa za najważniejszą religię w państwie przez tegoż właśnie władcę nadzwyczaj istotnie zmieniło charakter Kościoła. Odtąd, jako najistotniejsza spójnia ludności imperium Kościół chrześcijański wchodził w miejsce boskiego kultu cesarza. Sam imperator wcale nie zamierzał jednak rezygnować z zachowania, choć już nie boskiego, kultu władcy oraz stanowiska pontifex maximus i przywilejów z nich płynących. Dlatego według poglądu Konstantyna cesarz jest nie tylko świecką, ale i duchową głową swego państwa co wyraziło się n.p. w zwołaniu, przewodnictwie i ogłoszeniu uchwał soboru nicejskiego przez pogańskiego jeszcze imperatora. Ta koncepcja utrwaliła się na stałe w cesarstwie wschodniorzymskim, wyrażając się w nadrzędnej roli imperatora nad patriarchą. Wyrazem jej było także zwiazanie kultu chrześcijańskiego z osobą cesarza. Trudno przeoczyć ów związek widoczny choćby w architekturze sakralnej, wzorowanej na cesarskich pałacach (bazyliki) i mauzoleach (świątynie kopułowe) czy obecności cesarskich wizerunków w chrześcijańskich świątyniach. Jego wyrazem była też początkowa oczywistość uznawania zmarłych par cesarskich za świętych. Podobnie Kościół został nierozerwalnie powiązany z imperialną polityką – zwierzchnikiem biskupów stawał się począwszy od Konstantyna cesarz. Zapewnienie jednolitości wiary chrześcijńskiej, zapobieganie rozbieżnościom i ewentualne neutralizowanie odstępstw, takich jak n.p. powstała w ponad 600 lat po Konstantynie herezja bogomiłów znalazło się w centrum politycznego interesu cesarzy. Musieli oni wszak dbać o prawidłowe działanie podstawowego czynnika integrującego różnorodnych mieszkańców imperium wokół jego imperatora, jaką funkcję niewątpliwie spełniała również religia chrześcijańska16. Na tym tle nietrudno zrozumieć stosunek bogomiłów wyznających ideę Kościoła ewangelicznego oraz uważających władzę świecką za twór szczególnie szatański do ściśle związanego z nią Kościoła bizantyńskiego.
Konsekwencją uznania materii za twór szatana przez bułgarskich heretyków było także odrzucenie wszelkich elementów materialnych powiązanych z wiarą (w tym oczywiście ikon), z symbolem krzyża na czele. Bogomiłowie patrzyli na krzyż z odrazą, jako na narzędzie zbrodnii popełnionej na Chrystusie.
Czy taki radykalny purytanizm mógł okazać się atrakcyjny dla dotychczasowych wiernych wyznania ortodoksyjnego? Może wydawać się, że nie, zwłaszcza na terenie całkiem świeżo schrystianizowanej w okresie narodzenia ruchu bogomilskiego Bułgarii. Jednakże popularność ruchu ikonoklastycznego w Cesarstwie Bizantyńskim jeszcze w I połowie IX wieku może oznaczać, że bogomilska prostota wyznania wiary trafiła na podatny grunt nie całkiem jeszcze obumarłych tendencji religijnych. Trzeba również zaznaczyć, że właśnie ten kultowy purytanizm, odrzucający wszelkie przedstawienia Boga w znaczący sposób zbliżał do siebie wyznanie herezji bogomilskiej i islam. Ta doktrynalna bliskość wywarła prawdopodobnie znaczący wpływ na szerokie zjawisko konwersji podbitych przez Turków bośniackich patarenów na religię muzułmańską.
Jeśli chodzi zaś o koncepcję człowieka w doktrynie bogomiłów to niesie ze sobą równie głęboki pesymizm, co koncepcja świata. Istota ludzka jest nie tylko otoczona tworem szatana – światem materialnym, którego pokusy, musi odrzucić pod grozą potępienia, starając się odwrócić od materii tak dalece, jak to tylko możliwe. Co wydaje się znacznie gorsze, również sam człowiek znajduje się w szatańskiej niewoli. Według Eutymiusza Zigabenosa bogomiłowie uważali, iż człowiek pierwotnie był swego rodzaju współwłasnością Boga, który tchnął w niego duszę i szatana, który stworzył mu ciało. Upadek człowieka spowodowany został utratą czystości, a konkretnie faktem uwiedzenia Ewy przez diabła pod postacią węża i podobnego, uczynionego z zazdrości, postępku Adama17.
Co wydaje się szczególnie ciekawe taki dualistyczny, heretycki model człowieka i świata nie była chyba całkiem obca większości mieszkańców X-wiecznej Bułgarii. Wątek dualistyczny można bowiem odnaleźć w pogańskiej religii Słowian. Informacje na ten temat można odnaleźć w Powieści dorocznej, która pod rokiem 1071 zamieszcza wzmiankę o historii powstania ludzi opowiadanej przez pogańskich kapłanów – według nich to diabeł stworzył człowieka, natomiast Bóg włożył weń duszę. Również kronika Helmolda z Bosau dotycząca Słowian Połabskich zawiera wzmiankę, iż wierzą oni, że losem pomyślnym kieruje bóg dobry, złym zaś bóg zły. Owe dwie siły boskie to prawdopodobnie wodrębnione przejawy pierwotnych, odwiecznych zasad - pozytywnej i negatywnej, pozostałych w wierzeniach Słowian jeszcze z tradycji wspólnoty indoeuropejskiej18.
Wyzwoleniem z okowów diabelskiej materii mogło dokonać się według bogomiłów jedynie przez własny wysiłek ewangelicznego podążania za nauką Chrystusa oraz praktykowania ascetyzmu, czyli odrzucenia szatańskiego świata. Idea życia ewangelicznego, tak silnie przez bogomiłów akcentowana, nie była raczej obca wśród społeczeństwa bułgarskiego okresu powstania herezji. Trzeba bowiem pamiętać, iż językiem używanym w tutejszym Kościele był właśnie bułgarski. W połączeniu z dość gruntownie i ofiarnie przeprowadzaną tu pierwotnie chrystianizacją można przyjąć, że podstawowe pojęcia religijne były raczej powszechnie znane19. Trudno powiedzieć na ile ich znajomość mogła przysporzyć bogomiłom zwolenników jako w pełni realizujących życie ewangeliczne, ale na pewno stawiała ich w korzystnej pozycji w porównaniu do ówczesnego Kościoła oficjalnego, o którego kondycji już wspominałem.
Nacisk na ascetyzm w nauce interesujących nas heretyków był z kolei nadzwyczaj atrakcyjny dla środowiska monastycznego, nie mniejszą wartość przedstawiał dla niego silny mistycyzm. Skutkiem tego była niemała liczba mnichów i duchownych wśród członków sekty, czego najlepszym przykładem jest sam jej założyciel. Stanowili oni dużą część najwyższej warstwy bogomilskiej społeczności – „doskonałych”20.
Społeczność bogomilska nie była bowiem jednolita, lecz posiadała strukturę trójdzielną, opartą na swego rodzaju stopniach wtajemniczenia. Aby osiągnąć kolejny, adept musiał wykazać się stopniowym i coraz bardziej postępującym doskonaleniem swej duszy, odrywaniem się od więzów świata materialnego. Pierwszym z nich byli „słuchacze” – raczej sympatycy niż członkowie. Kolejnym – „wierzący”, obowiązani do postów, wyrzeczenia się kłamstwa i rozlewu krwi, aczkolwiek powiązani ze światem możliwością posiadania majątku, pozostawania w małżeństwie i picia wina. Warstwą najwyższą byli „doskonali” – bogomiłowie którzy całkowicie wyrzekli się świata. Oznaczało to wyrzeczenie się wszelkiej własności, opuszczenie rodziny, rezgnację ze spożywania mięsa i wina oraz utrzymywania kontaktów seksualnych. Wierzącego, który pragnął stać się doskonałym obowiązywał nawet kilkuletni okres próbny wypełniony modlitwą, postami oraz nauką Pisma św. i bogomilskiej doktryny, mający na celu oczyszczenie jego duszy. Jego finałem był chrzest duchowy doskonałych zmieniający istotę człowieka, który odtąd stawał się wypełniony Duchem św. i zbawiony już za życia. Według doktryny bogomiłów doskonali właściwie nie umierali ponieważ nie posiadali już ciała, lecz tylko duszę. Jako istoty nie należące już raczej do tego świata posiadali oni dar obcowania z Bogiem, a nawet przewidywania przyszłości. Ich powołaniem była kontemplacja Boga, utrzymywanie stanu doskonałej ascezy godnej „doskonałych” oraz działalność nauczycielska i misjonarska. Jedynie chrzest duchowy doskonałych, jak uważali heretycy, był w stanie w pełni uwolnić człowieka od władzy szatana. Nie oznaczało to oczywiście, że bogomiłowie należący do niższych szczebli w hierarchii byli skazani na okowy szatańskiej niewoli – mogli oni dostąpić chrztu doskonałych na łożu śmierci.
Istotnym składnikiem społecznej doktryny bogomiłów było przeciwstawienie się władzy świeckiej na zasadzie biernego oporu, zgodnie z przekonaniem o jej diabelskim pochodzeniu. Kacerze uznawali wszystkich ludzi za równych, sprzeciwiając się istnieniu niewolnych, uzależnionych warstw społecznych – takich jak parikowie. Szatański w opinii heretyków charakter wysokich tego świata nie był chyba trudny do zaakceptowania dla dolnych warstw bułgarskiego czy bizantyńskiego społeczeństwa, a raczej nadzwyczaj dobrze harmonizował z obrazem ich codziennego życia. Co jednak charakterystyczne bogomiłowie nie uciekali się w swej negacji władzy świeckiej do przemocy, co czynili inni heretycy - n.p. paulicjanie21. Ich działania ograniczały się do środków pokojowych. Opisuje je w swoim dziele Kosmas, skarżąc się, iż bogomiłowie „uczą swoich współwyznawców nieposłuszeństwa panom, potępiają bogatych, nienawidzą cara, wyśmiewają starszych, gardzą wysoko urodzonymi”22 .
Bogomilizm znalazł szczególne poparcie wśród ludności ubogiej ofiarując jej wizję świata tłumaczącą cierpienie i podnoszącą do rangi najwyższej cnoty jej biedę. Stał się też wyrazem chęci przeciwstawienia się chłopstwa władzy feudalnej w świecie, w którym było ono jedynie przedmiotem, a nie podmiotem. Jednak jego popularność nie ograniczyła się do tej grupy społecznej. Ruch bogomiłów umożliwił bowiem realizację różnorodnych tendencji o charakterze religijnym, jak pragnienia ascetyzmu i życia ewangelicznego czy kościelnym, jak pragnienie Kościoła ubogiego, nie oddzielonego od reszty wiernych. Nie bez znaczenia była pociągająca siła jego kultowego purytanizmu, potrafiąca dać ujście prądom, które półtora wieku przed narodzeniem bogomilskiej herezji wyrażał ikonoklazm. Ten sam purytanizm, w połączeniu z faktem przetrwania dominującej roli bogomilskiej herezji w Bośni i Hercegowinie aż do tureckiego podboju zaowocował powstaniem zwartej społeczności wyznania muzułmańskiego w południowo-wschodniej Europie. Prawdopodobnie doktryna bogomiłów wydawała się również szczególnie zrozumiała w swej dualistycznej treści dla bułgarskich i bizantyńskich Słowian jako kojarząca się z ich dawniejszymi, przedchrześcijańskimi wierzeniami. Zastanawiając się zatem nad nadzwyczaj szerokim i długim oddziaływaniem herezji popa Bogomiła, nie sposób nie zauważyć głównej przyczyny tego faktu w społecznej atrakcyjności, jaką niosła jej wizja świata, człowieka i społeczeństwa.
Wojciech Michalski
Przypisy:
Turnieje rycerskie.
Geneza i ewolucja turnieju rycerskiego Spośród wszystkich elementów etosu rycerskiego, prawdopodobnie najbardziej barwnym i wzbudzającym największe emocje jest turniej rycerski. Turniej stanowi także najbardziej spektakularny przejaw idei rycerskiej. Jest on zjawiskiem wielobarwnym i trudnym do interpretacji. Można go ująć jako fakt kulturowy, zjawisko z dziedziny historii wojskowości czy nawet z dziedziny społecznej. Turniej rycerski, dzięki uniwersalnej cywilizacji średniowiecznej, był obecny w całej Europie łacińskiej, a w szczególności widać to w późnym średniowieczu. Dlatego w turniejach rycerskich uczestniczyli i potykali się rycerze z różnych stron Europy. Powodowało to także m. in. przenikanie kultury i nowinek rycerskich z Europy Zachodniej na cały obszar christianitas. Rozrywka ta, oczywiście nie w takim rozmiarze jak np. we Francji, była obecna na ziemiach polskich. Trudno jednoznacznie określić czas i miejsce powstania tej „rozrywki”. Historycy sądzą, że turniej rycerski miał swój początek w XI w., na ziemiach francuskich. Jego twórcą miał być przed 1062 r. Godfryd z Preuilly1. Na ogół współcześni autorzy, wiek ten traktują jako punkt wyjścia do badań nad turniejami. Prawdą jest jednak, że wzmianki o manewrach oraz ćwiczeniach wojskowych pojawiają się już w starożytności, np. w Germanii Tacyta, czy Eneidzie Wergiliusza. Wzmianki o podobnych grach i ćwiczeniach istnieją także u Ostrogotów, Wizygotów i Franków. Jednakże były one zupełnie inne od turniejów będących efektem rozwiniętej kultury rycerskiej2. Pierwsze turnieje z XI w., znacznie odbiegały swoim charakterem i przebiegiem od turniejów z okresu późnego średniowiecza. Toczyły się one na rozległym i odkrytym terenie. Miały charakter zbiorowych starć rycerzy. Nie obowiązywały w nich zasady, a nad ich przebiegiem nie czuwali sędziowie. W czasie walki rycerze używali broni, którą zazwyczaj wykorzystywali w walce z nieprzyjacielem. Walka prawdziwą bronią, powodowała, że pierwsze takie zmagania nosiły ze sobą duże ryzyko odniesienia ran lub śmierci3. W rzeczywistości ta forma turnieju niewiele różniła się od prawdziwej bitwy. Główna różnica polegała na tym, iż turniej odbywał się w uzgodnionym uprzednio miejscu, a jego uczestnicy zawiadamiani byli wcześniej, gdzie i w jakim czasie się odbędzie4. Pierwsze zmagania turniejowe miały głównie na celu podniesienie sprawności bojowej, która z kolei miała przygotować do prawdziwego starcia z wrogiem. W XII i XIII w., turnieje rycerskie stały się specjalnością francuską, a sami kronikarze ówcześni nazywają ten typ zmagań rycerskich conflictus Gallicus. W tych stuleciach, turniej upowszechnia się w innych krajach zachodnioeuropejskich: Anglii, Niemczech i Włoszech. Pierwszy odnotowany turniej na ziemiach niemieckich odbył się w mieście Würzburg, w roku 11275. Inna różnica pomiędzy wojną rzeczywistą a fikcyjną, czyli turniejem, polegała również na intencji walczących, gdyż wojna wynikała z chęci obrony lub odwetu, a turniej był rozrywką6. Wieki XII i XIII, to czas kiedy turnieje zadomowiły się na dobre w rzeczywistości rycerskiej. Z czasem przestały one być głównie tylko domeną francuską. Od XIII w. zmieniły się miejsca turniejowych zmagań. Przeniesione one zostały już całkowicie w pobliże zamków i miast. Areną rywalizujących rycerzy, często stawały się nawet miejskie i zamkowe place. Wokół aren turniejowych zaczęto stawiać trybuny i inne budowle7. Walki turniejowe często stawały się przyczyną ran i wypadków śmiertelnych. Z tego powodu Kościół, zwłaszcza w czasie natężenia wypraw do Ziemi Świętej, występował przeciwko tej rozrywce. Nakładał ekskomunikę na organizatorów oraz uczestniczących w turniejach rycerzy, a poległym w nim odmawiał pogrzebu. Jednak wobec rosnącej popularności i nieskuteczności swoich zakazów, drastyczność potępienia z czasem osłabła, aż wreszcie papież Jan XXII w roku 1316 zniósł - i tak nie przestrzegany - zakaz urządzania turniejów8. Turniej rycerski w późnym średniowieczu, czyli w XIV i XV w., to już zupełnie inne widowisko niż w wiekach poprzednich. W wyniku ewolucji jaką przebył, przybrał on postać bardziej wyrafinowaną, przekształcając się w widowisko dworskie o rozbudowanym ceremoniale. Podstawą stała się funkcja ludyczna, a element zaprawy fizycznej został sprawą drugorzędną9. Pojedynki grupowe coraz częściej zastępowane były przez walki indywidualne. Turniej w tych wiekach stał się widowiskiem, w którym w przeciwieństwie do okresu poprzedniego, nieodłącznym elementem staje się publiczność, w gronie której pierwsze miejsce zajmują kobiety10. Johan Huizinga pisze wręcz o atmosferze namiętności, jaka towarzyszyła turniejom w późnym średniowieczu. Stwierdza, iż - „erotyczny charakter turnieju wymaga krwawej zawziętości”11. W XIV i XV w. liczba poległych w turniejach rycerzy uległa zmniejszeniu. Przyczyną tego był wzrost roli heroldów i sędziów. Walki były przez to bardziej uporządkowane i do chaosu dochodziło coraz rzadziej. Do tego doszło wprowadzenie broni typowo turniejowej, o mniejszej sile rażenia. Zaczęto także stosować barierki odgradzające walczących rycerzy, by zwiększyć ich bezpieczeństwo12. Impreza coraz bardziej nabierała charakteru rozrywkowego, a rycerze starali się dostarczyć publiczności ciekawych wrażeń i coraz większych emocji. Turniej staje się miejscem batalii o honor i zdobycie splendoru w oczach widzów (zwłaszcza dam) obserwujących spektakl. Dużą rolę zaczynają odgrywać walory materialne, które powodowały, że rycerstwo chętniej uczestniczyło w rywalizacji13. Uczestniczenie w takim rozbudowanym spektaklu, stawało się jednak coraz bardziej niedostępne dla przeciętnych rycerzy. Grono uczestników systematycznie się zawężało. Najpierw zabroniono uczestnictwa w nim osobom niewiadomego pochodzenia, giermkom i tym którzy w jakiś sposób złamali zasady obowiązujące rycerzy. Pod koniec średniowiecza, mogli w nich uczestniczyć prawie wyłącznie rycerze i ich giermkowie, ze znakomitych rodzin, którzy posiadali herby. Pozostałych heroldowie wykluczali z udziału w turnieju. W ten sposób turniej stał się również pewnym wyznacznikiem w hierarchii społecznej14. Sam turniej rycerski mógł mieć różny przebieg. Wśród rycerskich zmagań można wyróżnić buhurt, gonitwę, właściwy turniej oraz turnieje Okrągłego Stołu. Buhurt często ograniczał się do konnej parady rycerzy, choć chętnie dołączano do niej starcia na nienaostrzone kopie. Taki rodzaj turnieju organizowano zazwyczaj po ceremonii pasowania i był on cennym ćwiczeniem, zwłaszcza dla młodych rycerzy. Uczestniczący w nim zawodnicy, współzawodniczyli indywidualnie, parami lub w zespołach. Tępymi kopiami lub mieczami godzili w rywali. Taka rozrywka była głównie popularna w krajach niemieckich. Celem tej zabawy było skruszenie maksymalnej ilości kopii, a zwyciężał ten z zawodników, który celnym i mocnym ciosem w tarczę przeciwnika zdołał złamać trzymaną w rękach kopię15. Inną formą rywalizacji był turniej właściwy, w trakcie którego grupy konnych rycerzy podzielonych, nie rzadko podług narodowości, nacierały na siebie próbując przełamać szyk przeciwnika. Potem, to grupowe starcie przekształciło się w szereg pojedynczych potyczek zwanych męlée, prowadzonych jednocześnie, do ostatecznego rozstrzygnięcia16. Najpopularniejszą jednak formą rywalizacji była gonitwa - konny pojedynek na kopie. Pojedynek ten, w zależności od rodzaju kopii, można podzielić na gonitwy „na tępe” lub „na ostre”. Walka taka polegała na tym, że ustawieni naprzeciw siebie rycerze ruszali ku sobie kłusem, pochylając jednocześnie kopie. Na chwilę przed uderzeniem, konie przechodziły w galop, atak prowadzony był w takim wypadku z dużą siłą. Usiłowano wycelować w tarczę rywala, ażeby wysadzić go z siodła. Bardzo często szarże takie powtarzano. Jeśli kilkakrotnie ponawiana gonitwa, nie przyniosła rozstrzygnięcia, o wyniku walki decydowali sędziowie. W przypadku gdy obaj rywale spadli z konia, kontynuowali bój pieszo walcząc mieczami ewentualnie toporami, do momentu zmęczenia lub zranienia przeciwnika17. Inną formą gonitwy była, „gonitwa do pierścienia”. W jej trakcie rycerze musieli w pełnym galopie trafić kopią w zawieszoną na linie lub słupie małą obręcz, mającą zazwyczaj kilkanaście centymetrów średnicy. Zwyciężał ten, który wykazał się największą zręcznością i zaprezentował przy tym grację oraz elegancję jazdy konnej18. Popularną formą zabawy była też walka z „Saracenem”, którym był wbity w grunt słup posiadający obrotowe ramiona i umieszczoną na jego szczycie głowę Murzyna lub Turka. Na lewym ramieniu zawieszoną miał tarczę, natomiast do prawego przymocowany miał kij, maczugę bądź też worek z piaskiem. Rycerze konno atakowali manekina, uderzali kopią w tarczę, a następnie pochylali się, aby uniknąć uderzenia przez drugą rękę wprawionego w ruch „Saracena”19. Dość specyficznym rodzajem turniejów rycerskich były turnieje Okrągłego Stołu. W przeciwieństwie do innych form turniejów, nie wymagały one wyjątkowej sprawności fizycznej od ich uczestników. Warunkiem do zaistnienia takiej formy spektaklu, musiał być jednak wysoki poziom kulturalny ich organizatorów oraz ich uczestników. Inną różnicą w porównaniu z resztą rodzajów turniejów, było także to, że miały one przygotowany wcześniej scenariusz. Turniej ten opierał się na odtwarzaniu różnorakich scen oraz wątków fabularnych, zaczerpniętych z romansów rycerskich i opowieści dworskich z kręgu legend króla Artura. Aktorzy musieli znać wątki opowiadań i terminy leksykalne oraz dworskie obyczaje. Do najgłośniejszych propagatorów turnieju Okrągłego Stołu, należał XIII - wieczny ministeriał pochodzący ze Styrii Ulrich von Lichtenstein 20. Turnieje organizowano z różnych okazji. Takie imprezy odbywały się podczas uroczystych wjazdów królów do miast, uroczystości koronacyjnych, pasowania na rycerza, spotkań dyplomatycznych oraz uroczystości o charakterze prywatnym jak chrzciny czy wesela 21. Franciszek Kusiak stwierdził, że turniej mógł być też nagrodą dla wojowników, za zwycięską bitwę lub wojnę, a zatem okazją do rozsławienia imienia władcy, który ją zwyciężył 22. Sezon turniejowy trwał prawie przez cały rok. Turnieje urządzano od lutego do listopada, z wyjątkiem okresu Wielkiego Postu i adwentu. Warunki atmosferyczne na ogół nie odgrywały większej roli. Organizowano je także w święta Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Ulubioną jednak porą był miesiąc maj. Walki zaczynały się rano po mszy świętej bądź po południu i trwały aż do późnego wieczora. Zawody mogły trwać nawet kilka dni, a zaczynały się najczęściej w poniedziałek lub wtorek 23. Zmagania turniejowe nigdy nie były bezinteresowne. Oprócz utrzymania w należytej sprawności ciała, ćwiczenia umiejętności bojowych w okresie pokoju i zyskania sławy, turnieje mogły się stać nieprzebranym źródłem dochodów. Zazwyczaj pokonany rycerz, tracił na rzecz zwycięzcy zbroję i konia. Oprócz tego, jako jeniec zobowiązany był do zapłacenia niemałego okupu. Była to prosta i prędka droga do zrobienia dużej fortuny. Jednakże działała ona też w odwrotną stronę, biorący udział w turnieju rycerz mógł stracić wszystko i zostać bankrutem. Przydawało to turniejom element ryzyka i gry hazardowej24. A ryzyko było duże, ponieważ dobra zbroja była bardzo kosztowna, tak samo jak strój, który nakładano na nią. Jednak równie wartościowy był wierzchowiec, był tak cenny, że na zawodach turniejowych panował zwyczaj, aby ten rycerz, który zranił kopią konia przeciwnika, co było uważane za błąd w sztuce, musiał zapłacić jego równowartość. Także kropierz, który okrywał konia był bardzo drogi, zazwyczaj wykonany ze szlachetnego materiału25. Turniej od samego początku swego istnienia był zabawą bardzo kosztowną, zarówno dla organizatora takiej imprezy, jak i dla uczestniczących w nim rycerzy. Mimo wszystko chęć zysku była znacznie silniejsza niż ryzyko utraty majątku. Pojawiła się nawet grupa, w pewien sposób - zawodowych uczestników turniejów, którzy szukali przede wszystkim pieniędzy. W Czechach był to „turniejnik”, a w Niemczech prawdopodobnie „Glücksritter”, czyli rycerz szczęścia, biorący udział w turniejach w nadziei zysków finansowych26. Nagrody turniejowe podobnie jak sam turniej, również przeszły swoją „ewolucję”. Początkowo były one skromne, a często tylko symboliczne ( np. wieniec). Na jednym z XIII wiecznych turniejów koło Londynu, nagrodą główną był żywy niedźwiedź. Z czasem nagrody, fundowane przez organizatora stawały się coraz cenniejsze (np. broń, koń, biżuteria). Nagrody, jakie by one nie były, wręczały zazwyczaj kobiety. Najczęściej odbywało się to już po turnieju, w czasie uczty lub balu. Niewiasty, szczególnie w okresie późnego średniowiecza, odgrywały bardzo dużą rolę w ceremoniale turniejowym. Brały one udział w przeglądzie hełmów, tarcz herbowych oraz chorągwi. Spośród dam wybierano królową turnieju, która patronowała rywalizacji, a następnie wręczała nagrodę zwycięzcy. Obecność kobiet zachęcała również rycerzy do większego zaangażowania się na arenie. Dla nich także musieli promieniować urodą i wdziękiem27. Ważnym elementem turniejowej rywalizacji, a z czasem nieodłącznym symbolem rycerstwa, stał się herb. W końcowym okresie średniowiecza, tylko rycerze którzy potrafili wykazać się jego posiadaniem, mieli zaszczyt uczestniczyć w igrzyskach. Związki heraldyczno - turniejowe zaczynają się bardzo wcześnie i dotyczą one jednej z sytuacji, w której możliwe było uzyskanie prawa do posługiwania się herbem. Znaczenie herbów, zwiększało się coraz bardziej i doprowadziło do rozwoju skomplikowanych reguł heraldycznych i do powstania ksiąg turniejowych28. Herb był potrzebny do szybkiej identyfikacji rycerza. Wymagano także by był czytelny i nieskomplikowany. Oddziaływanie turnieju można zaobserwować w ukształtowaniu się wszystkich ważnych części herbu. Dzięki turniejom przyjęły się w heraldyce typy tarcz i hełmów o oryginalnych kształtach oraz klejnoty i ozdoby herbowe. Ważną rolę związaną z herbami, mieli do spełnienia heroldowie. Ich zadaniem, oprócz dostarczenia wyzwania na turniej, była identyfikacja rycerzy podczas walki na podstawie godła umieszczonego na tarczy i klejnocie hełmowym. Pełnili rolę opiekunów i pomocników, czuwali też nad przebiegiem walk i ogłaszali zwycięzcę. Byli także autorami ksiąg turniejowych i traktatów heraldycznych29. Uzbrojenie turniejowe W okresie późnego średniowiecza, turniej zatracił wcześniejszy charakter zaprawy wojennej. Stał się bardziej zabawą dworską, okazałą i kosztowną. Z tego też powodu zmierzano do zwiększenia bezpieczeństwa biorących w nich udział rycerzy. W tym celu podjęto próbę stworzenia uzbrojenia typowo turniejowego. Oprócz bezpieczeństwa chodziło także o maksymalną okazałość i finezję gry. Do XV w., kiedy to stworzono oryginalny hełm turniejowy, używano hełmów bojowych. Najbardziej powszechnym był hełm garnczkowy. Była to, szczególnie we wcześniejszym okresie, ochrona niedoskonała, gdyż łatwo ulegała wgnieceniom. Hełm ten był zamknięty, okrywał całą twarz. Z tego powodu zaczęto przytwierdzać do niego klejnot hełmowy przy pomocy specjalnych uchwytów, w celu rozpoznania rycerza. W XIV w. stosowano późną odmianę tego hełmu, o znacznie większych rozmiarach. Opierał się on dolną krawędzią o barki, posiadał także szpary oddechowe i wzrokowe. Pomimo tych wad, stosowany był chętnie na polu bitwy ze względu na swoją wytrzymałość. Został jednak dość szybko wyparty z użytku bojowego przez basinet, lecz znalazł zastosowanie w turniejach i innych ceremoniach rycerskich. Dopiero w XV w. pojawił się hełm typowo turniejowy. Ze względu na swój wygląd zwany był „żabim pyskiem”. Pochodzi on z około 1400 r. Skonstruowany był z trzech stalowych płyt, modelowanych tak, iż jego górna część, mocno spłaszczona do dołu, wraz z dolną, wysuniętą ku przodowi, tworzyła szparę wzrokową w kształcie otwartego żabiego pyska. Nie robiono tego bez powodu, gdyż w chwili przyjęcia uderzenia kopii, rycerz wyprostowując się, tracił wprawdzie pole widzenia, lecz jednocześnie nie ryzykował zranienia które mogły spowodować odłamki skruszonego drzewca. „Żabi pysk” przymocowywano do kirysu, od frontu do napierśnika, a z tyłu do naplecznika, na śruby bądź też zawiasy. Chronił on całą głowę łącznie z karkiem i szyją30. Innym hełmem turniejowym był hełm prętowy. Miał on kształt okrągły, z zasłoną twarzy w postaci kratownicy. Zazwyczaj był stosowany w walce na miecze i maczugi. Używano także, najczęściej do gonitw, hełmu typu basinet, do którego w XV w. dodawano zasłonę, która przekształciła się w przyłbicę31. Podstawowym wyposażeniem ochronnym oprócz hełmu, była zbroja. Do końca XIV w. dominowała, w wojnie i turniejach, zbroja kolcza, zbudowana z metalowych pierścieni, połączonych ze sobą. W tym jednak wieku zaczęto wprowadzać zbroję płytową. Stopniowo ją udoskonalano, aż na początku XV w., zaczęły powstawać pełne zbroje płytowe. Wykonane one były w całości ze stalowych blach 32. Charakterystyczną cechą zbroi turniejowej był jej napierśnik. W zbroi tej, napierśnik miał formę wypukłą, aby grot kopii mógł się ześlizgnąć. Była też inna odmiana napierśnika - kirys, wyposażony dodatkowo w naplecznik. Noszony on był samodzielnie bądź też stanowił część zbroi płytowej 33. Innym elementem ochronnym, była tarcza. Niegdyś tak powszechna w użytku, w XV w. znajdowała swoje zastosowanie głównie już tylko w turniejach. Było to spowodowane rozwojem zbroi płytowej, która powodowała, iż praktyczne zastosowanie tarczy malało. Tarcza turniejowa ochraniała lewą stronę ciała i lewa rękę. Na tarczy z reguły malowano znaki herbowe. Kształt jej bywał różny, występowały tarcze czworoboczne, sercowate lub o nieregularnym kształcie. Zazwyczaj miały one charakterystyczny wrąb na oparcie kopii po prawej stronie34. Spośród turniejowej broni zaczepnej, najważniejszą z nich była kopia. Długość drzewca wynosiła do 3,5 - 4,00 m. Przednia część kopii była cieńsza i dłuższa, tylna zaś była krótsza i grubsza, aby środek ciężkości znajdował się właśnie w niej. W dolnej części, znajdowała się tarczka dla uchwytu i osłony dłoni. Kopia była dosyć ciężka i dlatego stosowano dla jej oparcia specjalne uchwyty które były przymocowane do zbroi. Na ogół grotem kopii była trójdzielna korona lub zwykły stępiony grot. Oczywiście groty stosowano wymiennie, dodając je do drzewca w zależności od tego, czy miała ona służyć do boju lub gonitwy „na ostre”, bądź do gonitwy „na tępe”35. Bronią zaczepną był również miecz. Na początku był to zwykły miecz, który służył właścicielowi w czasie wojny. Wraz z uszlachetnianiem się turnieju wprowadzono zakaz zadawania pchnięć, a także używania miecza z ostrym końcem. Miecz był wykorzystywany w walkach konnych i pieszych. Z innych rodzajów broni, rycerze używali maczugi i topory36. Podczas turnieju nie tylko rycerz miał elementy ochronne. Powodzenie w szrankach w dużej mierze zależało od konia na którym walczył. Poza tym koń był bardzo cenny. Stanowił on pokaźny łup dla zwycięzców turniejów. Od połowy XIV w., pojawiają się nawet konie przeznaczone tylko do gonitw. Koń taki musiał być silny i dobrze wyćwiczony. Uzbrojenie ochraniające konia podlegało rozwojowi jak i uzbrojenie jeźdźca. Najpierw nakładano na niego osłony z plecionki kolczej, a od XV w., podjęto próby zakucia całego konia w zbroję - ladrowanie. Najczęściej jednak stosowaną osłoną na konia był kropierz i naczółek37. Konie w czasie turnieju, zazwyczaj miały zasłonięte oczy, dzięki czemu się nie płoszyły38. Turnieje rycerskie na ziemiach polskich Opóźniony, zresztą jak większość nowości zaczerpniętych z Zachodu, turniej rycerski dotarł na ziemie polskie. Niemożliwe jest jednak dokładne określenie, kiedy i skąd ta rozrywka rycerska przywędrowała do nas. Wszelkie wzmianki odnoszące się do okresu wcześniejszego niż XIII w., są nie w pełni wiarygodne. Dopiero trzynasty wiek, przynosi pewniejsze informacje co do funkcjonowania turnieju w Polsce. Już w pierwszych latach tego wieku, Wincenty Kadłubek pisze o wyścigu konnym, który miał zadecydować o obwołaniu księciem legendarnego Lestka. Zwyczaj ten znany wcześniej w kulturze słowiańskiej, zawiera motywy zaczerpnięte z literatury starożytnej39. Relacja ta może świadczyć o tym, że znajomość gonitw rycerskich nie była obca kronikarzowi. Jednak są to tylko przepuszczenia. Prawdopodobnie pierwszym organizatorem turnieju na ziemiach polskich, był landgraf Turyngii Ludwik. Sytuacja w jakiej to nastąpiło, pokazuje także jedną z dróg, którą przybył do Polski. Wydarzenie to poświadczone jest przez źródła niemieckie. W 1225 r., Ludwik zaatakował gród Lubusz. Władysław Laskonogi będący posiadaczem Lubusza, nie mógł mu przyjść z pomocą z powodu konfliktu ze swoim bratankiem Władysławem Odonicem. Po zdobyciu grodu, landgraf Ludwik ogłosił dnia 18 sierpnia 1225 r. turniej40. Pierwszy wiarygodny i rodzimy przekaz źródłowy o turnieju zorganizowanym na ziemiach polskich, pochodzi z Księgi henrykowskiej. Organizatorem tego turnieju w 1243 r., był Bolesław II Rogatka (Łysy). Książę zwołał wielu rycerzy na dzień 24 lutego, do Lwówka Śląskiego. Rycerze jednak powstrzymywali się od udziału w nim, dopóki książę nie złoży ofiary Bogu. Książę przystał na ich prośbę i obiecał, że ofiaruje wieś Jaworowice dla cystersów henrykowskich. Rycerze jednomyślnie poparli ten pomysł i przystąpili do rywalizacji41. Turnieje rycerskie na dobre zadomowiły się na Śląsku. Ich wielbicielem był bratanek Bolesława II Rogatki, książę wrocławski Henryk IV Prawy. Wychowany w Pradze, na dworze Przemysła Ottokara II, musiał dobrze znać kulturę rycerską. W miniaturze z Kodeksu Manesse z około 1320 r., przedstawiony został jako triumfator turnieju. Henryk przyjmuje nagrodę (wieniec) z rąk damy. Na końskim kropierzu, widnieje napis: AMOR AMORI42. Być może adresatką jest dama wręczająca wieniec ? Ze względu na to, że nie ma stuprocentowej pewności, czy Henryk IV Prawy to przypadkiem nie Henryk von Pressel z tego kodeksu, nie wszyscy identyfikują go z nim. Jerzy Mularczyk widzi w nim raczej Bolesława II Rogatkę. Argumentuje to tym, że Henryk IV Prawy, miał zbyt dobrą opinię u osób duchownych, by walczyć i szukać sławy w turniejach43. Henryk IV Prawy, urządzał turnieje również na swoim dworze. Wydany przez niego turniej, opisał, a raczej wyliczył straty, będący z nim w sporze biskup wrocławski Tomasz II, w liście do Jana Muskaty biskupa krakowskiego, z 1284 r. Henryk, nie zważając na nałożoną przez biskupa klątwę, urządził turniej w Nysie, mieście biskupim. Zaprosił na niego księcia opolskiego, głogowskiego i opawskiego oraz innych rycerzy. Zmusił ludzi biskupich do świadczeń i danin, a następnie jeszcze przez cztery dni urządzał zabawę44. Oprócz Śląska, także dwór krakowski wszedł z czasem w styczność z turniejami rycerskimi. Pierwszym ich śladem są diademy turniejowe świętej Kingi, żony Bolesława Wstydliwego, a także jej siostry Jolanty, żony Bolesława Pobożnego. Diademy zdobiące głowy księżnych zostały wykonane podczas turnieju zorganizowanego w 1264 r., z okazji wesela brata Kingi Beli, z księżną askańską Kunegundą. Turniej ten miał miejsce w Preszburgu45. Na tej podstawie Dariusz Piwowarczyk przepuszcza, że do Małopolski turnieje dotarły właśnie z Węgier, wraz z Kingą46. Jest to dość śmiała opinia, zwarzywszy na to, że zawsze uważano, iż przybyły one ze Śląska, do którego turniej zawitał wcześniej za pośrednictwem Niemiec i Czech. W XIII w., turnieje mogły być znane na dworze książąt Wielkopolskich. Już sam diadem wymienionej wcześniej Jolanty, żony Bolesława Pobożnego księcia gnieźnieńsko - kaliskiego, może o tym świadczyć. O dotarciu do Wielkopolski opowieści arturiańskich i co za tym, idzie recepcji obyczajowości rycerskiej, świadczy tarcza Lancelota znajdująca się na pieczęci konnej Przemysła I z roku 124747. Turnieje miały także uświetnić pobyt dopiero co koronowanego na króla Polski Przemysła II, w Rogoźnie w 1296 r. i ślub świeżo koronowanego Wacława II Przemyślidy, z Ryksą - Elżbietą, córką Przemysła II. Ten drugi turniej, który miał odbyć się w Poznaniu, w rzeczywistości miał miejsce w Pradze w 1303 r., a pomyłka jest spowodowana błędną informacją podaną przez Jana Długosza48. Władanie Władysława I Łokietka, pełne zabiegów o odbudowę Królestwa Polskiego oraz jedność terytorialną, nie sprzyjało rozkwitowi kultury dworskiej i turniejów. Jednak już za panowania jego następcy Kazimierza Wielkiego widać, iż turniej nie był rzadkością nad Wisłą. Już przy jego koronacji, odbyły się różne rozrywki, w tym gonitwy na kopie49. Kraków zapewne był świadkiem turnieju w 1363 r., z okazji ślubu cesarza Karola IV z Elżbietą Pomorską, wnuczką Kazimierza Wielkiego. Według Długosza,po ślubie przez wiele dni zabawiano się popisami rycerzy i innymi rozrywkami50. Oczywiście brak dokumentacji źródłowej nie świadczy o tym, że turnieje w Polsce odbywały się rzadko. Rozmach i sprawność organizacyjna następnego udokumentowanego turnieju w Polsce, pokazuje, że wyprawianie takich igrzysk nie należało do rzadkości na dworze królewskim. Obszerną informację o tym turnieju przynosi poemat Wilhelma de Machaut, La prise d’Alexandrie, który był w służbie Jana Luksemburskiego. Kronika ta mówi o zabiegach króla Cypru Piotra, dążącego do zorganizowania krucjaty do Aleksandrii. Zabiegi te przywiodły króla z Pragi do Krakowa. Przybył tu u boku Karola IV, we wrześniu 1364 r. Na zjazd monarchów przybyli także: Ludwik król Węgier, król Danii Waldemar, książęta Siemowit mazowiecki, Bolko świdnicko - jaworski i Władysław opolski. Królowi Cypru tylko zadeklarowano pomoc. Wystawność, rangę i przybycie tylu znamienitych osobistości, uświetnił turniej zorganizowany przez króla polskiego. Podczas turnieju zabawiano gości kruszeniem kopii w gonitwach, a następnie w turnieju grupowym. Nad obsługą igrzysk zapewne czuwali heroldowie. W turnieju prawdopodobnie brał udział sam cesarz, który miał się potykać z innymi królami. Ale nagrodę zdobył król Cypru Piotr de Lusignan, który najlepiej władał bronią. Udział polskiego króla w zmaganiach turniejowych stoi pod znakiem zapytania ze względu na jego wiek (53 lata)51. Wzmianka o turnieju rycerskim pojawia się u Jana z Czarnkowa. Co prawda nie ma ona nic wspólnego z dworem królewskim, ale pokazuje, że turniej był znacznie częściej praktykowany, niż wynika to ze źródeł. Jan z Czarnkowa, opisując oblężenie Złotoryi w 1376 r., broniącej przez księcia gniewkowskiego Władysława Białego, który wszczął bunt przeciw Ludwikowi Węgierskiemu, wtrącił następującą informację: Wychodząc z zamku, książę zażądał aby Bartosz skruszył z nim kopię. Ten na to się zgodził i oto książę ze swoją kopią przeciwko Bartoszowi, a Bartosz przeciwko księciu, rozpędziwszy konie, z wielką siłą rzucili się jeden na drugiego i książę otrzymał od Bartosza w prawe ramię dosyć poważną ranę52. Czas panowania Jagiellonów, to złoty okres polskiego turnieju rycerskiego. W tym okresie znacznie wzrosło międzynarodowe znaczenie Polski, szczególnie w okresie po wiktorii grunwaldzkiej. Czynniki te wymusiły instytucjonalny rozwój dworu królewskiego, który przedtem za rządów Ludwika Węgierskiego prawie nie istniał, z powodu nieobecności władcy w kraju53. Ceremoniał dworski, nabrał większego splendoru. Uroczystości dworskie: koronacje, wizyty władców, chrzciny czy hołdy lenne, stały się okazja do zamanifestowania chwały oraz potęgi polsko - litewskiego władcy. Ozdobą tych uroczystości były elementy ludyczne takie jak: ceremonia powitania i pożegnania, obdarowywania, polowania, biesiady połączone z tańcami oraz turnieje rycerskie54. Najważniejszym źródłem do badań tego okresu są Roczniki Jana Długosza. Stają się bardziej wiarygodne, w porównaniu z wiekami poprzednimi, ze względu na to, że czasy te są mu współczesne. Długosz turnieje nazywa ludus militaris (zabawy rycerskie) i najczęściej hostiludium bądź hastarum (turniej na kopie, lecz też synonim walk rycerskich w ogóle). Pojawiają się również takie słowa jak gladiatoria, certamen i domicatio55. Turnieje uświetniały zaślubiny Jadwigi z Jagiełłą w 1386 r., oraz obecność Zygmunta Luksemburczyka na dworze królewskim w Krakowie w roku 1398. Turnieje organizowano też z okazji koronacji królowej Anny Cylejskiej w 1402 r. i królowej Zofii Holszańskiej w 1424 r. Roczniki opisują także turniej w Toruniu (1404 r.), który zorganizował wielki mistrz krzyżacki, dla uczczenia przyjazdu Jagiełły i turniej w Budzie (1412 r.), także na cześć polskiego władcy urządzony przez Zygmunta Luksemburskiego. W 1457 r., również Gdańsk był świadkiem okazałego turnieju, w którym to walczyli rycerze królewscy przy okazji wjazdu do miasta Kazimierza Jagiellończyka56. W oczach Długosza turniej, mimo uniwersalnych wzorów obcych, stanowił najczęściej wielkie ludyczne widowisko. Udział w nim biorą dostojni widzowie i waleczni rycerze. Wśród nich nie brakuje znanych rycerzy i obcych monarchów. Widowisko to, połączone jest z bogactwem strojów, koni i zbroi oraz nagrodą główną najczęściej wręczaną przez samego króla. Zmagania turniejowe trwają kilka dni, a odbywają się najczęściej na dziedzińcu zamku królewskiego, gdzie wznoszone były szranki. Po ich zakończeniu, zazwyczaj wieczorem, odbywają się uczty i tańce57. Nie można wykluczyć, że podobnie jak w innych krajach, sam król brał udział w igrzyskach. W burgundzkim herbarzu Złotego Runa (ok. 1434-1435), przedstawiony jest król Polski w stroju turniejowym. Nie jest to jednak ślad rzeczywistej obecności króla polskiego w turniejach, a tylko próba pokazania przez autora, jak powinien wyglądać wobec innych i obowiązujących reguł heraldycznych, król polski w pełnym ekwipunku turniejowym58. Ważną rolę na dworze królewskim odgrywali heroldowie, którzy zajmowali się organizacją turniejów i czuwali nad ich przebiegiem. Pierwsze wzmianki o nich pochodzą z 1395 r., kiedy to heroldem Władysława Jagiełły był Świeszko59. Nie tylko na dworze królewskim urządzano igrzyska w okresie późnego średniowiecza. Dla przykładu, pod rokiem 1479, w księdze skarbowej Janusza II księcia mazowieckiego, odnotowano wydatki na turniej, który odbył się w Warszawie60. Rycerze polscy, swoimi umiejętnościami na pewno nie ustępowali obcokrajowcom. Wielu z nich zyskało sławę i rozsławiło ojczysty kraj oraz jego monarchę, poza granicami kraju. Na pewno najsłynniejszym z nich był Zawisza Czarny. Duży rozgłos zyskał Dobko z Oleśnicy, który pokonał wszystkich przeciwników w turnieju urządzonym przez wielkiego mistrza krzyżackiego w Toruniu. Uczestniczył on także w słynnym turnieju w Budzie, u boku Zawiszy Czarnego61. Na przełomie XIV i XV w., brat Zawiszy Jan Farurej z Garbowa, otrzymał rekomendację od króla Francji Karola VI do Marcina, króla Aragonii. Chwalił go za to, że w jego obecności Jan Farurej walczył mężnie i wspaniale62. Inny Francuz, marszałek Jean II le Meingre zwany Boucicaut w 1389 r., wzywał za pośrednictwem swoich heroldów rycerzy z Anglii, Danii, Czech, Niemiec, Polski i innych krajów, na wielki turniej który miał odbyć się w St. Inglevert63. Ten i inne przykłady, dobitnie świadczą o tym, iż umiejętności turniejowe polskich rycerzy były wysoko cenione w całej Europie.
Michał Lenarciak
Przypisy:
BIBLIOGRAFIA:
Źródła:
1. Długosz J., Roczniki czyli Kroniki sławnego Królestwa Polskiego, ks. 9, Warszawa 1976.
2. Mistrz Wincenty Kadłubek, Kronika polska, przeł. i oprac. B. Kürbis, Wrocław 2003.
3. Kronika Jana z Czarnkowa, tłum. J. Żerbiłło, Kraków 2001.
4. Księga henrykowska, wstęp i tłum. R. Grodecki, Wrocław 2004.
Opracowania:
1. Baker A., Rycerstwo średniowiecznej Europy: życie i legenda, Warszawa 2004.
2. Barber R., Rycerze i rycerskość, Warszawa 2003.
3. Bloch M., Społeczeństwo feudalne, Warszawa 1981.
4. Brzustowicz B. W., Turniej rycerski w Królestwie Polskim w późnym średniowieczu i renesansie na tle europejskim, Warszawa 2003.
5. Cardini F., Wojownik i rycerz, [w:] Człowiek średniowiecza, pod red. J. Le Goffa, Warszawa 2000, s. 97-143.
6. Duby G., Bitwa pod Bouvines, niedziela 27 lipca 1214, Warszawa 1988.
7. Flori J., Rycerze i rycerstwo w średniowieczu, Poznań 2003.
8. Grabski A. F., Polska w opiniach Europy Zachodniej XIV - XV w., Warszawa 1968.
9. Grodecki R., Kongres krakowski w roku 1364, Warszawa 1939.
10. Huizinga J., Jesień średniowiecza, Warszawa 1992.
11. Iwańczak W., Tropem rycerskiej przygody. Wzorzec rycerski w piśmiennictwie czeskim XIV wieku, Warszawa 1985.
12. Iwańczak W., Turniej rycerski w królestwie czeskim - próba analizy kulturowej, „Przegląd Humanistyczny”, t. 27, 1983, nr 5, s. 39-53.
13. Jakubczak S., Elementy ludyczne w Długoszowych opowieściach o uroczystościach dworskich, „Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk. Wydział Nauk o Sztuce”, Sprawozdania nr 102, 1984 (druk 1986).
14. Jurek T., Bolesław II Rogatka (Łysy), [w:] Piastowie. Leksykon biograficzny, pod red. S. Szczura, K. Ożoga, Kraków 1999, s. 408-412.
15. Kajzer L., Uzbrojenie i ubiór rycerski w średniowiecznej Małopolsce w świetle źródeł ikonograficznych, Wrocław 1976.
16. Kiersnowski R., Życie codzienne na Śląsku w wiekach średnich, Warszawa 1977.
17. Krzyżaniakowa J., Ochmański J., Władysław II Jagiełło, Wrocław 1990.
18. Kuczyński S. K., Heroldowie króla polskiego, [w:] Venerabilis, nobilis et honesti. Studia z dziejów społeczeństwa Polski średniowiecznej. Prace ofiarowane profesorowi Januszowi Bieniakowi w siedemdziesiątą rocznicę urodzin i czterdziestopięciolecie pracy naukowej, pod red. A. Radzimińskiego, A. Supruniuk, J. Wroniszewskiego, Toruń 1997, s. 329-339.
19. Kuczyński S. K., Turnieje rycerskie w średniowiecznej Polsce, [w:] Biedni i bogaci. Studia z dziejów społeczeństwa i kultury ofiarowane Bronisławowi Geremkowi w sześćdziesiątą rocznicę urodzin, Warszawa 1992, 295-306.
20. Kusiak F., Rycerze średniowiecznej Europy łacińskiej, Warszawa 2002.
21. Mularczyk J., Książę legnicki Bolesław II Rogatka na tle sytuacji polityczno - społecznej Śląska, [w:] Społeczeństwo Polski średniowiecznej, pod red S. K Kuczyńskiego, t. 9, Warszawa 2001, s. 89-142.
22. Nadolski A., Broń i strój rycerstwa polskiego w średniowieczu, Wrocław 1979.
23. Nadolski A., Uroczysty strój rycerski królów polskich w XIV-XV wieku, „Kwartalnik Historii Kultury Materialnej”, R. 21, 1973, nr 2, 305-313.
24. Piwowarczyk D., Obyczaj rycerski w Polsce późnośredniowiecznej (XIV-XV wiek), Warszawa 1998.
25. Polaczkówna H., O podróżnikach średniowiecznych z Polski i do Polski, „Miesięcznik Heraldyczny”, t. 5 (16), 1937, s. 65-72, 126.
26. Przybył M., Władysław Laskonogi książę Wielkopolski (1202-1231), Poznań 1998.
27. Świderska U., Kultura rycerska w średniowiecznej Polsce, Zielona Góra 2001.
28. Szymczak J., Koszty zabawy turniejowej w Polsce Piastów i Jagiellonów, [w:] Kultura średniowiecznego Śląska i Czech. Zamek, pod red. K. Wachowskiego, Wrocław 1996, s. 32-37.
29. Wiesiołowski J., Przemysł - Lancelot, czyli strażnica radości nad Wartą, „Kronika Miasta Poznania”, 1995, nr 2: Nasi Piastowie, s. 123-135.
30. Wyrozumski J., Kazimierz Wielki, Wrocław 1982.
31. Zdrenka J., Posiedzenie cesarskiego sądu nadwornego w Krakowie w roku 1363, „Studia Historyczne”, t. 36, 1993, z. 2, s. 217-220.
32. Żygulski Z., Broń w dawnej Polsce na tle uzbrojenia Europy i Bliskiego Wschodu, Warszawa 1982.
Życie towarzyskie w XVII w.
Życie w dawnej Polsce miało towarzyski charakter. Tak nabożeństwo w kościele jest okazją do spotkania się braci, to samo sejmik jak i wiele innych okazji, o których niżej. Takie życie wytwarza pewne wzorce zachowań –powstaje swoisty kodeks.
Warunki życiowe także wpływały na rozwój życia towarzyskiego. We dworze szlacheckim często współżyło ze sobą kilka pokoleń (nie licząc dalszej rodziny, rezydentów ,rękodajnej, służby). Wytwarzały się wiec formy organizujące stosunki miedzy mieszkańcami i wypełniające czas.
Wieczorami więc (zwłaszcza zimą), rozmawiano, pito, bawiono się. Starsi pilnowali by odbywało się to zgodnie z tradycją. Taką bądź co bądź monotonię przerywał gość, więc radość była duża gdy takowy się zjawiał (Gość w dom, Bóg w dom). Do stałych gości należeli sąsiedzi(nawet z dość daleka). Rozmawiano wtedy o wielu rzeczach: polowanie, urodzaj, praca w polu, włościanie , parafia, personalia. Dobry sąsiad był bardzo ważny (Nie kupuj majętności kupuj sąsiada" Sąsiada złego skup, albo uchodź). Powtarzano chętnie opowieść o Florianie Szarym co to ciężko ranny bardziej na sąsiada się skarżył jak na ból spowodowany ranami.
Czasem gość był całkiem obcy, zajazdów było mało, lub były zajęte, więc szlachcic w drodze często zatrzymywał się w jakimś dworze. Zawsze witano go chętnie, opowiadał skąd, dokąd jedzie(bywało, że zostawał na dłużej lub nawet zostawał rezydentem - stałym gościem z funkcją czysto towarzyską, mistrz ceremonii, nauczyciel szermierki itp.).
Oficjalna wizyta była dużo bardziej złożona(etykieta, formalności). Gości zapowiedzianych należało oczekiwać i witać w progu. Gospodarz prowadził gościa a pani domu jego małżonkę. Potem gospodarz prosił o odpięcie broni (przy prośbach i pierwszych flaszkach). Jeżeli wśród gości były panie to gospodyni zabawiała je w innej izbie.
Istniały specjalne formuły, którymi się witano jak np. Powitania Polski senat Lublin 1732
Gospodarz: Wielki jubileusz dziś się otwiera w domu moim,gdy od długich czasów pożądanego gościa w nim witać mi się dostaje i podziękowaćza plenariam indulgentium prezencji jego, żeś WMPan anni gratiae szczodrobliwej łaski swojej momencik czasu darował słudze swemu.
Gość: Uznaję wprawdzie ledwie nie za auream portam progi WMPana jako wielkich łask obszerną ianuam, tylko w nie cale wnoszę , ale raczek szukam indulgentiam opieszałości mojej, że mi się personaliter nie dostało prędzej w domu WMPana tributum oddac powinnej submisji.
Podobnie wyglądały pożegnania. Gościa zatrzymywano (prośby, perswazje, kielich, uszkadzano wóz, lub spijano woźnice). Czasem przesadzano np. wojski Golski co to "uczciwą szlachtę na dobrowolnej drodze hamuje, zawraca, łapa, niewoli, więźniami czyni". Goście czasem także nadużywali gościnności, za często się wpraszali lub zbyt długo siedzieli (Gość i ryba –trzeciego dnia cuchnie).
Przy powitaniu czapkę zdejmowano(pierwszy sięgał do niej niżej stojący w hierarchii społecznej). Pod Wiedniem cesarz wielce obraził pułkownikom jak tylko głową im kiwnął-jak zrozumiał błąd to nawet przed zwykłymi żołnierzami czapkę ściągał co Moskwie kolei wywołało rozbawienie wśród żołnierzy. Co ciekawe w Moskwie w 1667 posłowie polscy czapek zdjąć nie chcieli w obecności cara i ten musiał na to przystać.
Na powitanie często się tez całowano(choć jeszcze w XVI w tylko pospólstwo tak czyniło) Starszych i godniejszych w rękę, rodzicom nogi. Przyjaciele witali się na tzw. niedźwiadka oraz całowali się w ramię lub szyję.
Do oznak uszanowania zaliczyć należy przyznanie właściwego miejsca przy stole w pochodzie i tańcu.
O uchybienie było więc łatwo, często wiec wyzywano się od bękartów od matki łając. Gesty jak no pokazanie figi uznawano za wulgarne i nieprzystojne. Do pojedynków wyzywano osobiście lub listownie. Oto np. odpowiedź Diabła Stadnickiego do Łukasza Opalińskiego:
"Wyzywasz mnie na pojedynek, nic by mi milszym nie było, jako swą ręką napastwić się nad twoim niecnotliwym ciałem, kiedy byś mi był rówien, aleś ty niegodzien żebym ja będąc człowiekiem poczciwym i rycerskim broń swą miał na ciebie podnosić, któryś na katowski zarobek przyszedł(...) Znać żeś ty we Włoszech bywał i od Włoch chwyciłeś się postępków nieprzystojnych, nietrybów kawalerskich, bo kiedy byś był w nich ćwiczony, tedybyś był kartelusza uszczypliwego do mnie nie przysyłał, ale znać, żeś małpą a nie człowiekiem rycerskim"
Późniejsze listy są już grzeczne i delikatne. Bywało że pojedynki nie były tylko jeden na jednego. Znany jest przypadek pana Bogusławskiego który na pojedynek pojechał z pacholikiem i spotkał swego oponenta p. Judyckiego w kilkadziesiąt koni. Pan Bogusławski rozumem chyba nie grzeszył bo pojechał w ich stronę i wypalił z pistoletu...reakcja była łatwa do przewidzenia, został rozsiekany a sprawcy odjechali bezkarnie.
Broń wybierał wyzywający. Broń była różna w XVI w. walki toczono konno w uzbrojeniu. Zygmunt I opisuje takie uzbrojenie: naprzód drzewo, miecz a tesak, to jest kord, a żadnej innej rzeczy. Potem jeszcze w XVI w. spotyka się bron palną. Od tego czasu szabla i pistolet wiadą prym. Jeszcze później zaczęto już określać kaliber broni czy wymiary szabli.
Potępiano raczej francuski typ pojedynków, rozumiano ze podczas biesiady, picia a można się posprzeczać i posiekać, ale kurtuazyjne i przemyślane umawianie się na pojedynek uznawano za morderstwo.
Wytworzonym zachowaniom towarzyszył powstały wtedy osobny język do przemówień-oratoryjny. Mówić należało na stojąco obficie gestykulując. Starano się pięknie przemawiać, jednak w kompanii przy kielichu folgowano sobie (wyjątek stanowiły spotkania, na których obecne były kobiety). Niepowściągliwość w języku uznawana była za grzech (choć bywało ze i w biskup wileński i Jan Kazimierz klął). Kobiety musiały bardziej się pilnować choć i tu zdarzały się wyjątki (Drużbacka gani wulgarny język u kobiet pisząc "...a potem eskuza , że mi to znienacka Słowo wypadło jakby szeląg z wacka).
Okazją do pięknych przemówień były wszelkie rocznice zwłaszcza imieniny. Były one bardzo wystawne, że zdarzało się iż solenizant wyjeżdżał pod byle pretekstem byle nie robić uczty. Na imieninach oczywiście także były ustalone mowy:
Aplauz: " Do wielkiego imienia ab origine domus zebranego recurrit dziś z nieba zaciągnione patrona świętego imie, którego ja winszując życzę aby to imie fortunnych imion, wszelkich honoru tytułów WMPana czyniło nominatem
Respons:" Przy aprekacji imieniowi patrona mego novum dziś titulum obligacji zabieram na osobę swoję, który za najgodniejszą mi stanie nominacją, gdy się zwac i znać życzliwym WMPana będę sługą"
Do obchodów imienin należało tzw. "wiązanie". Solenizanta obwiązywano powrózłem, pasem, wstążką, chustą jakby symbolicznie zatwierdzając więzy przyjaźni.. Później przekształciło się to w znane nam "wiązanie" podarkami.
Do obowiązków nie tylko imieninowych należało obdarowywanie się wzajemnie (zależnie od majętności od podarków symbolicznych aż do pokaźnych fortun). Najczęstszymi darami były: konie, psy myśliwskie, potem dywany, broń, futra, klejnoty. Nie dawano jednak pieniędzy (dopiero w XVIII w. uznano, że jeżeli jest to wystarczająco duża kwota to jest to dowód łaski lub przyjaźni i można przyjąć taki dar). Podróżnicy przywozili dary wiążące się z miejscem wyjazdu.
Paniom dawano kwiaty, a one dawały kawalerom rzeczy zrobione własnoręcznie (husteczki, poduszki haftowane). Czasem dla żartu młodzian dawał pannie mało wartościowy prezent jednak zapakowany tak by wyglądał na kunsztowny, a panny miast pierza w poduszki pchały pokrzywy.
Wróćmy jeszcze do obyczajów domowych. Z gościem siedziano głównie przy stole (nie do pomyślenia było by gość nie zasiadł przy nim z gospodarzami). Tu pito , jedzono, rozmawiano, obowiązywał jednak kodeks. Można było jeść bez miary, upić się do nieprzytomności , ale pewnych reguł należało przestrzegać by nie stracić opinii dobrego "polityka".
Stół musiał być zasłany obrusem (poselstwo do Moskwy do stołu siąść nie chciało puki nie zasłano). Wystawność nakrycia świadczyła o bogactwie gospodarzy i szacunku dla gości. Stoły zastawiano cynowymi misami (bogaci srebrem). Talerze też były cynowe a dawniej gliniane lub nawet drewniane. Co ciekawe nie dawano sztućców, łyżkę każdy nosił przy sobie w specjalnym futerale. Na niektórych stołach bogaczy dawano miskę z wodą do mycia rąk ale uznano to za przesadę. Jeżeli na dworze był kapelan to przed jedzeniem odmawiał krótką modlitwę(częściej tylko przeżegnywano się, bigoci przesadzali i żegnali talerze, chleb, widelec co budziło śmiech i docinki).
Bardzo ważna kwestia to usadowienie gości. Im bliżej gospodarzy tym lepsze miejsce (nakładały się na to wie rzeczy: honorowe miejsca to raz a dwa , że służba tez jadła i piła i na koniec stołów często już puste michy docierały).
Przy stole zdarzały się często zwady, gdy dwie osoby pokłócone obok siebie siedziały to symbolicznie nożem odcinali się od siebie krając obrus). Obowiązkiem gospodarza była tzw. "prynuka" czyli przymuszanie do jedzenia. Jak nie było prynuki zwyczaj nakazywał jeść skromnie. Sam bankiet odbywał się dość spokojnie, nie licząc tego, że a pod stołami psy gryzły się o resztki a służba kradła, piła i często była pijana jeszcze przed gośćmi. Do jedzenia podawano tylko piwo, dopiero potem wnoszono wino. Pijatyka była obowiązkiem towarzyskim. "Człowiek nad apetyt jeść nie może, pić może" – mawiano.
XVI wiek jest jeszcze pod tym względem dość wstrzemięźliwy, ale wraz z upadkiem aspiracji kulturalnych, pacyfikacją kraju, wzrostem zamożności pito coraz więcej.
I tak pito do obiadu, po obiedzie, przy śniadaniu wódeczka i piernik. Potem schodzili się sąsiedzi...i rozpoczynały się toasty tak częste że właściwie nie siadano.
Tu znów kobiety musiały być wstrzemięźliwe, o ile w ogóle siadały do takich bankietów (wesela) usta tylko moczyły a resztę stawiały przed sobą lub wylewały. O’ Connon pisał ,że były uczty na których więcej wina wylewano niż pito!
Gdy kończyły się toasty a fantazja jeszcze była pito za prosperitas publica, salus publica, za dobrą kompanię.
Czasem gospodarz chcąc przetrzymać ucztę pił farbowaną wodę lub najmował miejscowych opijusów na zastępców.
Były różne zabawy związane z piciem jak wyścigi pucharowe, specjalne kulawki, wielkie puchary (do 5l czy 5 flaszek) do których była śpiewana lub grana specjalna melodia, która wyznaczała czas wypicia całej zawartości naczynia (jak ktoś się nie wyrobił to dolewano do pełna i zaczynano od nowa). Było też znany gest tłuczenia kielicha podłogę lub o głowę.
Jak wspominałem pijaństwo często kończyło się rozlewem krwi, znane były "kujawskie biesiady" gdzie przyjazdem należało testament spisać. Pojedyncze zwady rozwiązywano od razu tnąc się szablami (potem rany chlebem z pajęczyną oblepiano i pito na zgodę). Jednak gdy przeciwników było więcej pojawiał się mediator - ktoś starszy, poważny i poważany. Tu także występowały mowy specjalne proszące o mediację, a mediator wierszem odpowiadał przyjmując misję. Inną rola mediatora było występowanie jako pośrednik, doradca w sporach cywilnych (wolano jemu zaufać niż sądom).
Tak to życie sobie płynęło...
Łukasz "Kali" Tarenda
Bibliografia:
1. Zbigniew Kuchowicz "Obyczaje w dawnej Polsce".
2. Jan Stanislaw Bystroń "Dzieje obyczajow w dawnej Polsce".
Reknstrukcja kałkana
Elementy użyte do wykonania kałkana:
· Pręty dereniowe
· Dratwa szewska „5” ma ona ok. 1mm średnicy.
· Stalowe umbo o średnicy 19cm i wklęsłości 2,5cm.
· Drewniane umbo wykonane z bukowej deski do krojenia o średnicy 17cm. Nawiercone kilkudziesięcioma otworami fi 2mm.
· Prawidło wykonane ze sklejki o wysokości 11cm i szerokości 52cm.
· Klej kostny
· Sukno wełniane
· Skóra na obszycie o grubości 1,5-1,8mm
Prace nad kałkanem rozpocząłem od obejrzenia fotografii oryginałów, a także od przeczytania artykułów Norberta Kopczyńskiego na temat Rekonstrukcji kałkanu, oraz Zbyszka J na temat rekonstrukcji umba (Muzealnictwo wojskowe rok 2005). Oba okazały się niezwykle pomocne. W poszczególnych krokach opierałem się na wskazówkach i poradach autorów co zmniejszyło ilość popełnianych błędów zwłaszcza na początku produkcji kałkana.
Zdobycie głównego elementu konstrukcyjnego – prętów dereniowych stanowiło bardzo poważny problem. Dereń występuje w Polsce w dwóch gatunkach: dereń ozdobny (bardzo rozpowszechniony charakteryzuje się białymi kulistymi owocami ) i dereń jadalny (dużo rzadziej występujący krzew o giętkim ale bardzo twardym drewnie i czerwonych słodkich owocach – używanych do produkcji nalewki – dereniówki J) . Odpowiednią ilość derenia jadalnego udało mi się zdobyć dopiero w lubelskim ogrodzie botanicznym Wycinane pręty miały długość od 120 do 230cm a grubość od 0,8 do 1,5cm. Pręty dereniowe po okorowaniu moczone były w gorącej wodzie ok. 30 minut. Namoczone pręty zostały nawinięte na pień drzewa. Dereń jest bardzo twardym drewnem dlatego mimo namoczenia zdarza się, że pęka. Na szczęście pręty nie lamią się a jedynie rozszczepiają przez co możliwe jest wszycie ich właściwie bez utraty wytrzymałości kosza. Suszenie pręta na pniaku trwało ok. 20h. Po zdjęciu ręcznie kształtuje się kij do odpowiedniej średnicy. Ze względu na zbyt duże deformacje lub różnice grubości niekiedy trzeba było odcinać spore kawałki drewna. Z tego powodu długość wszywanych prętów wahała się już od 80cm do 150cm o grubości 0,7-1,2cm. Pręty łączone były na „styk” krawędziami ściętymi pod kątem ok. 30 stopni.. Pierwszy pręt należy na końcu dość mocno zastrugać aby kolejny krąg nie stworzył zbyt ostrego „stopnia”. Samo szycie wykonano w taki sposób, że pojedynczą nić przeplatano przez dwie nici z pręta poprzedniego a następnym okrążeniem łapano jedną nić wykorzystaną poprzednio i jedną kolejną. (rys. 1), Do szycia używano półokrągłej igły, kombinerek oraz kawałków nici o długości ok. 170cm posmarowanych woskiem pszczelim. Ostatni pręt ma średnicę ok. 5mm i jest dodatkowo obszyty skórą.


Rys.1.
Praca nad szyciem kosza zajęła mi 4-5 miesięcy pracy po 2-3h dziennie. Podczas szycia okazało się ze samo prawidło nie jest konieczne do prawidłowego wykonania kosza (kije bardzo trudno jest dociągnąć do krzywizny wyznaczonej przez prawidło). Widoczne są lekkie zniekształcenia kosza wynikłe z niedoskonałości drewna (średnica nie zawsze była jednakowa, a pręt nie suszył się idealnie prosto). Samego drewna zużyłem dość sporo ze w względu na straty materiału wynikłe czy ze zbytniego pękania podczas nawijania na pień czy też ze względu na zbyt dużą deformację prętów. Do wnętrza kosza został przyklejony klejem kostnym sukno w celu zabezpieczenia i ukrycia węzłów z łączenia nici. Klej kostny dosyć słabo „złapał” sukno z nawoskowanymi nićmi, nie ma to jednak większego znaczenia bo materiał trzymany jest także przez 10 nitów a także przez skórę, którą obszyty jest ostatni z prętów tworzących kosz. Skóra do obszycia była wyprawiona na miękko, był to pas długości 160cm, 4,5cm szerokości i 1,5-1,8mm grubości. Przed przyszyciem skóra została namoczona i nawinięta ciasno na kałkan, następnie ściśnięta przy końcach i zostawiona do wyschnięcia.

Rys. 2.
Stalowe umbo (rys. 2a), produkcji Tomasza Samuły (www.tomala.lublin.pl), zamocowane jest
do kosza 4 stalowymi nitami (fi 4mm) przechodzącymi przez drewniane umbo. Sznurkowe
imacze przeplecione są przez 10 kółek na stalowych nitach, których konstrukcja
jest następująca. Nity wykonane są z drutu fi4mm, zagięte na końcu w ogniwo, na
którym zamocowane jest kółko fi 15 z drutu 3mm. 4 nity służą dodatkowo jako
mocowanie do poduszki wypchanej drewnianymi trocinami (rys 2b). Nity
przekładane są od wewnętrznej strony kałkana (po uprzednim przewierceniu
kałkana w odpowiednich miejscach) i rozklepywane na wierzchu na ozdobnych
rozetach wypiłowanych wcześniej z blachy 1,5mm.
Łukasz "Kali" Tarenda